Magnus Carlsen

Moderator: redjok

Magnus Carlsen

Postprzez skoczek » 11 mar 2014, 12:51

[link nieaktualny]
Ostatnio edytowany przez skoczek 24 wrz 2015, 16:48, edytowano w sumie 2 razy
skoczek
 
Posty: 86
Dołączył(a): 27 sie 2013, 12:32
Podziękował : 5 razy
Otrzymał podziękowań: 68 razy
Ranking: 0

Re: Magnus Carlsen

Postprzez Początkujący » 13 mar 2014, 22:12

Wow to mnie zdumiało, że w Norwegii ciężko dostać szachownicę - wszyscy grają w szachy. :) Fajnie mieć u siebie mistrza. Jestem ciekawy czy w Armenii, w Indiach, czy Rosji jest podobnie. Pewnie z uwagi że nie każdy może pozwolić sobie na zakup zainteresowanie jest mniejsze.
Jestem ciekawy czy gdyby u nas był mistrz świata to zainteresowanie by wzrosło. Myślę, że tak. Mam kablówkę, ale niestety nie widziałem, żadnego meczu szachowego w telewizji. W ogóle myślę, że gry tzw. logiczne niestety to sport niszowy. Co z tego że mamy najlepszych solverowców jak i tak nikt się tym nie interesuje.
Avatar użytkownika
Początkujący
 
Posty: 257
Dołączył(a): 16 kwi 2012, 21:25
Podziękował : 47 razy
Otrzymał podziękowań: 40 razy
Ranking: 0

Re: Magnus Carlsen

Postprzez skoczek » 15 mar 2014, 16:34

Chyba telewizja norweska NRK transmitowała mecz o mistrzostwo świata. W kablówce tego nie znajdziesz,
co innego na satelicie. Niestety NRK jest kodowana.
Myślę, że jeśli doczekamy się kiedyś meczu o mistrzostwo świata w którym wystąpi Polak, to jest szansa na duże zainteresowanie szachami tak jak w Norwegii, czy Indiach. A i może nawet transmisja w polskiej tv będzie :D
skoczek
 
Posty: 86
Dołączył(a): 27 sie 2013, 12:32
Podziękował : 5 razy
Otrzymał podziękowań: 68 razy
Ranking: 0

Re: Magnus Carlsen

Postprzez PhiloSophist » 20 lip 2014, 14:59

PhiloSophist
 
Posty: 225
Dołączył(a): 18 kwi 2013, 03:39
Podziękował : 52 razy
Otrzymał podziękowań: 40 razy
Ranking: 1000
kurnik.pl: marcopollock
FICS: mcstorytaller
Playchess: anonim

Re: Magnus Carlsen

Postprzez yetit78 » 06 lip 2019, 18:12

,,You must take your opponent into a deep, dark forest where 2+2=5, and the path leading out is only wide enough for one. " Michaił Tal

Dobry szachista nie dąży do równowagi, lecz do asymetrycznych pozycji gdzie będzie mógł wykazać swoją wyższość.
Avatar użytkownika
yetit78
 
Posty: 1584
Dołączył(a): 22 paź 2012, 21:36
Podziękował : 1834 razy
Otrzymał podziękowań: 275 razy
Ranking: 0

Re: Magnus Carlsen

Postprzez zimny_toster » 12 lip 2019, 09:15

Dzięki za zwrócenie uwagi na fajny tekst. Poniżej wklejam pełny tekst, bo może kiedyś zniknąć lub schować się za paywallem

Pierwszy raz w życiu siedzę w pubie, w którym kufle zawsze stoją na skraju stołu. Bo środek zajmują hetmany, gońce i piony. Jedyny taki w mieście?

– Prawdopodobnie jedyny na świecie. Znam knajpy, w których goście czasami grywają przy piwie, ale nie słyszałem o takiej, do której przychodzą zamiast do klubu szachowego. I często zapominają zamówić browar, nie mówiąc o upijaniu się – odpowiada Tjorborn Ringdal Hansen, współwłaściciel lokalu Good Knight, arcymistrz i pierwszy trener Carlsena. Bożyszcza norweskich tłumów, kandydata na gracza wszech czasów na planecie, celebryty i milionera, który porusza się po mieście metrem. W Oslo wszyscy wołają na niego „Magnus”.

Szachownic na czterech nogach stoi tutaj ponad 50, figury czekają za barem – pochowane w brązowych bawełnianych sakiewkach z logo pubu stojącego tam, gdzie nocne życie Oslo toczy się najintensywniej. To mogło się udać tylko w stolicy kraju, w którym rozrywka umysłowa, kojarzona wręcz z wybitną inteligencją, stała się hobby masowym. I w kraju telewizji publicznej brzydzącej się żerowaniem na najniższych instynktach, wychowującej i inwestującej w widza – do czego jeszcze wrócimy.

Regularnie grywa ponad 500 tysięcy spośród 5 milionów Norwegów. Mecze o mistrzostwo świata transmituje na żywo państwowa NRK i choć partie ciągną się niekiedy od popołudnia do późnego wieczora – jesienią najdłuższa, między Carlsenem i amerykańskim Włochem Fabiano Caruaną, trwała bite 6,5 godziny! – to show przyciąga rekordową widownię. Absolutnie rekordową, w apogeum przekraczającą 56 proc. rynku. Prasę rozpalają spekulacje, czy kolejny pojedynek o globalny prymat zorganizuje Stavanger (Carlsenowi idea niespecjalnie się podoba, sugeruje, że między rodakami czułby presję nie do zniesienia). Stołeczny Teatr Ludowy anonsuje musical „Szachy”, którego akcja dzieje się w czasach zimnej wojny, podczas meczu między rosyjskim i amerykańskim arcymistrzem zakochanymi w tej samej kobiecie. Premiera następnej wiosny, bilety już się rozchodzą.

W Polsce też rozkwita niebanalny talent – 20-letni Jan Krzysztof Duda deklarował w „Wyborczej”, że zamierza zostać mistrzem świata. Zdążył nawet zdobyć wicemistrzostwo – na razie w szachach błyskawicznych, na grudniowym turnieju w Sankt Petersburgu uległ tylko broniącemu tytułu również w tej odmianie Carlsenowi. – Kiedy grał z Magnusem, patrzyło na niego milion Norwegów, taką zmierzono oglądalność. Domyślam się, że w Polsce nikt Dudy nie zaczepia na ulicy, a u nas ludzie by go rozpoznawali. Taki Visvanathan Anad [Hindus, to jemu Carlsen odebrał tytuł] jest u nas wielką sławą – mówi Tjorborn. I zachęca, żebym podejrzał w metrze, ilu przyklejonych do smartfonów pasażerów gapi się na szachownicę. Sam Carlsen wypuścił na rynek kilka aplikacji sygnowanych swoim nazwiskiem.

Nic się nie dzieje. Przez 40 minut

Jest piątkowe popołudnie, dwie blondynki w wieku licealnym grają z barmanem. Trwa mała symultana: on przesuwa figury po ułamku sekundy namysłu, odwraca się, nalewa piwo, znów rzuca okiem na szachownice, i tak w kółko, mimo wszystko zwycięża w obu partiach. Ma ranking 2200. Wystarczająco wysoki, by nie potrzebował totalnego skupienia w pojedynku z amatorami. Ubiegający się o pracę w pubie nie zdają egzaminu z szachowych umiejętności, ale pojęcie muszą mieć. Rywali można tu zresztą spotkać na każdym poziomie. Zdarza się, że za barem stają arcymistrzowie, wpadali na piwo (i dawali się wyzwać na pojedynek klientom) tytani klasy Caruany czy Holendra Anisha Giriego. Przyjęcie urodzinowe zorganizował Carlsen, który przyszedł też na otwarcie.

Teraz część gości spogląda na telewizory. Trwa transmisja z ostatniego dnia Altibox Norway Chess, piekielnie mocno obsadzonego turnieju w oddalonym o 450 km Stavanger. Ich idol właśnie rozmyśla nad 23. ruchem, analizujący szlagierową partię z Caruaną eksperci akurat umilkli, na ekranie pojawia się chilijska artystka Juga. Brzdąka na gitarze, śpiewa nastrojową balladę „Oh, Capablanca”. O boleśnie przegranej partii, nieudanym rozwinięciu jednego z wariantów Obrony Caro-Kann. W tekście relacjonuje jej przebieg, w tytule zwraca się do pochodzącego z Kuby przedwojennego mistrza świata José Raula Capablanki, którego mecz o tytuł z Aleksandrem Alechinem ją zauroczył. Ponoć dzięki niemu piosenkarka pojęła, do jakiego stopnia rację miał inny dawny wirtuoz, Michaił Tal, gdy przekonywał, że „każda partia szachów jest jak wiersz”.

O swojej miłości do królewskiej gry Juga opowiada jeszcze długo po wykonaniu utworu, bo Carlsen wciąż kombinuje, jak zamatować Caruanę. Uatrakcyjniacze w trakcie transmisji są niezbędne.

– Widowisko musi mieć dynamikę, a czasami czekamy 30 czy 40 minut, zanim któryś z rywali dotknie figury. No i nie zawsze partia wywołuje gigantyczne emocje – opowiada Tjorborn. – Teraz trwa turniej pomniejszy, więc pokazuje go telewizja prywatna o średnim zasięgu i nie wszyscy goście patrzą. Prawa do meczów o mistrzostwo świata ma telewizja publiczna, wtedy nikt nie odrywa wzroku, ludzie tupią, skaczą, wrzeszczą, klaszczą. Widziałem tu osłupiałych obcokrajowców, nie wierzyli w to, co widzą. Przed knajpą stała kilkudziesięcioosobowa kolejka, w środku klientela kipiała jak na trybunach piłkarskich. Zanim otworzyliśmy ten interes, myśleliśmy o szachowym sklepie, ale udzieliła nam się gorączka, zaczęliśmy myśleć w większej skali. Wszędzie są kluby z bilardem, kręglami czy rzutkami... Dlaczego nie szachy, w końcu są popularniejsze? Ale nie przypuszczaliśmy, że odniesiemy aż taki sukces. Sądziłem, że będę w stanie rozpoznać większość klientów, do środowiska należę od zawsze. A zobaczyłem prawie same nieznane twarze. To mi uzmysłowiło, ilu zwykłych Norwegów gra w szachy. Lokal pęka w szwach nawet podczas transmisji mistrzostw świata juniorów – mówi Tjorborn.

Zaczęło się w 2013 roku, gdy Carlsen po raz pierwszy zdobył mistrzostwo globu. Norwegowie powszechnie uczyli się zasad gry, co nietypowe, również jako dorośli. Szachy mają tzw. wysoki próg wejścia. W przeciwieństwie do większości sportów trzeba zainwestować stosunkowo dużo czasu i wysiłku, by poczuć przyjemność z gry. Dlatego, jeśli ktoś nie chwycił za hetmana jeszcze w dzieciństwie, to przegapił szansę. Ale nie w Norwegii. – Nauczyłam się ruchów w wieku 17 lat, bo Magnusa ciągle pokazywali w telewizji, nazywali geniuszem, podniecali się. Chciałam rozumieć, o co chodzi – opowiada Rebeka, studentka i barmanka, która „nigdy nie wzięłaby roboty przy nalewaniu piwa, gdyby nie szachy”. – Magnus jest cool, poza tym nie mamy innego Norwega sławnego na całym świecie. U was z tym świetnym skoczkiem narciarskim, Stochem, jest chyba tak samo, co?

Doprecyzowuję, że Polacy dopingują także Roberta Lewandowskiego, ale przychodzi mi do głowy, że szał na punkcie Carlsena przypomina naszą małyszomanię. Obaj czempioni pojawili się nagle i nie wiadomo skąd, zawładnęli wyobraźnią milionów, dyscyplinę sportu niszową zamienili w kultową. Tyle że roszadę możesz samemu zrobić przy obiedzie, szachownicę położyć obok schabowego. Do wylądowania telemarkiem trzeba nieco więcej zachodu.

Fenomen slow television

Czy to wystarcza do wyjaśnienia pasji, z jaką Norwegowie zaczęli wywijać gońcami? Spadła im z nieba ponadprzeciętna jednostka i urządziła pranie mózgów?

Fakt, Carlsen przywrócił królewską grę mainstreamowi, rozbłysnął na jedyną w swojej dziedzinie międzynarodową popgwiazdę – reklamuje ubrania, proponowano mu rolę w „Star Treku” (nie zdążył uzyskać pozwolenia na pracę), nakręcono dokument („Magnus”), grał z Billem Gatesem (zwyciężył w dziewięciu ruchach, rozmyślał nad nimi w sumie 12 sekund). Jednak on miał potwornie mocną konkurencję, nie rozbłysnął w nicości jak Małysz, który odleciał w epoce głębokiego kryzysu polskiego sportu.

Norwegowie uwielbiają wysiłek fizyczny, prowadzą w historycznej klasyfikacji medalowej zimowych igrzysk olimpijskich, fetowali (jako fanatycy śniegu!) biatlonistę wszech czasów Ole Einara Bjorndalena i narciarską biegaczkę wszech czasów Marit Bjorgen. A szachowe tradycje mają wątłe, nie zjechała do nich imigracja poradzieckich Żydów (mistrzostwo świata zdobywali seriami, nikt nie wpłynął mocniej na rozwój dyscypliny), nie objawił się znienacka hojny miliarder – jak w USA, gdzie szachy zyskały na popularności, ale nie sposób porównać jej do obłędu znad fiordów.

Gdy wypytuję o przyczyny inne niż Carlsen, rozmówcy zgodnie wskazują telewizję publiczną. I podjętą przez jej szefów przed sześcioma laty decyzję, by mecz rodaka o mistrzostwo świata z Anandem wypromować na hit. Decyzję brawurową, acz racjonalną, jak z założeniem szachowej piwiarni. Norwegowie już od 2009 roku namiętnie oglądają bowiem tzw. slow television.

Moda rozpoczęła się od siedmiogodzinnego przekazu z kamery umieszczonej na przedzie jadącej z Olso do Bergen lokomotywy – chwyciło, zakochani w przyrodzie telewidzowie po obejrzeniu premiery odpalali powtórki. Telewizja transmitowała więc kolejne podróże pociągiem, a także (przez 134 godziny!) widoki z łodzi płynącej wzdłuż morskiego wybrzeża (entuzjastycznie zareagowali seniorzy, niezdolni fizycznie do podołania takim wyzwaniom), rąbanie drewna, pędzenie reniferów czy strzyżenie owcy i dzierganie z jej wełny swetra (pod hasłem Narodowej Nocy Robienia na Drutach). Recenzenci piali o redefiniowaniu widowiska telewizyjnego, publiczność głosowała pilotami.

Szachy też natychmiast porwały Norwegów. – My chyba jesteśmy jacyś inni. Niewielu nas, rozrzuceni na wielkiej przestrzeni, więc musieliśmy odnaleźć się w samotności, pustce i powolności – mówi Kjetil. 50-latek pod krawatem, grał od dzieciństwa, ale przestał dawno temu, bo wykańczało go to nerwowo. Teraz tylko kibicuje. – Ale podczas transmisji szachowych wbrew pozorom dzieje się dużo, nie ma czasu na kontemplację. Do studia zapraszają i wytrawnych znawców, i celebrytów, odbierają telefony od widzów, odpowiadają na pytania. Dlaczego on nie bije skoczka? Dlaczego wieża stoi tutaj? Czasami pytania proste, nawet głupie są bardzo potrzebne. To takie reality show po norwesku. Wprowadziliśmy nawet pokój zwierzeń – w trakcie partii każdy z rywali może pójść do zamkniętego pokoju z kamerą i rzucić do telewidzów cokolwiek. Podzielić się refleksją, przyznać do niepokoju, odprężyć.

Szachy to rozgrywka absolutnie osobna, kosmicznie inna niż wszystkie. Rywale siedzą w martwej ciszy (dźwiękoszczelne pomieszczenie, milczący sędziowie), odseparowani od publiczności lustrem weneckim, w dodatku to, co najważniejsze, jest w pewnym sensie niewidzialne. Do sukcesu nie prowadzą gesty i drgnienia mięśni, lecz szalejące pod czaszką neurony. Gracze realizują dalekosiężną strategię, za którą obserwator nie nadąża, może co najwyżej sprawdzić na diagramie, jak sytuację oceniają szachowe programy komputerowe. Ale za nimi z kolei nie nadąża ludzki umysł.

– Inność szachów działa odświeżająco, jak przyglądanie się przez telewizor naturze. Wszystko wokół pędzi, więc doceniamy siłę spokoju, a gra wcale nie jest statyczna – przekonuje Hansen. – Mecz piłkarski czy bieg narciarski śledzisz pasywnie, bezrefleksyjnie. Tutaj możesz główkować. Polemizować z ekspertami, czerpać satysfakcję, gdy przewidziałeś ruch mistrza. Szachy angażują bardziej. I odgrywają rolę towarzyską. Nikt nie siedzi samotnie, bo nie da się grać samemu, wciąż szukasz nowych rywali, bo cię ciekawią. Znam sporo szachowych małżeństw, sam poznałem dziewczynę, gdy pięć lat temu zorganizowałem turniej w innej knajpie. Przyszło sto osób, w tym ona. Teraz wychowujemy dziecko.

Co się stanie, gdy Magnus Carlsen odejdzie?

Carlsena Tjorborn trenował, gdy przyszły wszechmistrz miał dziewięć lat. Dzięki temu uniknął wojska, ówczesne przepisy pozwalały zastąpić służbę w koszarach działalnością społeczną. – Wiem, o co zapytasz, nic odkrywczego nie odpowiem. Nie mam pojęcia, czy Magnus już wtedy zachowywał się jak geniusz, bo nie nigdy znałem innego geniusza, nie umiem porównać. Pamięć miał niewiarygodną, postępy robił w obłędnym tempie, nigdy nie musiałem mu niczego powtarzać. Dostawał informację raz, wystarczało. Szalał na punkcie szachów, interesowało go wszystko, co z nimi związane, dosłownie wchłaniał wiedzę. Tyle.

– I nie ma co ściemniać, że Norwegowie zwariowali na punkcie szachów głównie przez własną wyjątkowość. Eksplozję wywołał Magnus. Stał się postacią wręcz mistyczną, bo posiadł tajemną wiedzę, a zarazem nie wywyższa się, możesz go spotkać na ulicy, w naszym barze grał z klientami. Wygląda jak każdy, a moce ma nadnaturalne, superbohaterskie. Jak on może być tak inteligentny? Tak długo wytrwać w skupieniu? Rozumiem tę grę bardzo dobrze, ale notorycznie się zdumiewam, jakim cudem widzi z taką klarownością rzeczy, do których musiałbym dochodzić godzinami. Jemu wystarczają sekundy.

– Ludzie cenią to, że zachowuje się jak prawdziwy sportowiec. Ćwiczy i mózg, i ciało, ma najlepszą psychikę dla wyczynowego atlety, jaką widział świat – ciągnie Hansen. – Nie umiałby, jak Kasparow z Karpowem [w legendarnym meczu maratonie z lat 80.], remisować partii seriami, zbyt łatwo. Prze do wygranej zawsze, bije się do ostatniego posunięcia. Osacza przeciwnika, wywiera presję, chce go wykończyć. Odmienił szachy, skompromitował popularne na wysokim poziomie myślenie: „Rywal się wybroni, to dłużej nie ma sensu, zaproponuję remis”. Nie udaje skromnego, nie manifestuje fałszywie przesadnego respektu do rywala, gra intuicyjnie, lubi wypuszczać się w nieznane, nie znosi mechanicznego przesuwania figur. Traktuje drugiego szachistę jak sportowca, który – wycieńczony – kiedyś popełni błąd. Dusi i dusi, aż zadusi. Sam też demonstruje emocje, ludzką twarz, słabości. Potrafi w furii rzucić długopisem, którym zapisuje ruchy.

– Co będzie, gdy przerwie karierę albo straci władzę nad światem szachów? Gorączka może minimalnie zelżeje. Rekrutujemy młodych, jest strategia, instalujemy szachy w szkołach, zwiększamy liczbę turniejów. W latach 80. i 90. mieliśmy kilku arcymistrzów, teraz sunie fala supersilnych graczy, którzy mają około 20 lat. Niedawno Norweg [Aryan Tari, rocznik 1999] został mistrzem świata juniorów – przekonuje Tjorborn.

Pytanie i tak zadałem przedwczesne, bo choć Carlsen wpada w stany depresyjne i niekiedy sugeruje, iż rozważa rzucenie wyczynowego sportu, to ostatnio osiągnął życiową formę. W tym roku wygrywa turniej za turniejem, bawi się rywalami i ich prowokuje, a zachwycony Kasparow twierdzi: „Jego dominacja przypomina mi tylko hegemonię Bobby’ego Fischera ze szczytowego okresu i moją własną”.

– Następcy się nie doczekamy. Możemy mieć najwyższe stężenie szachowego szaleństwa na głowę mieszkańca, ale jesteśmy mikrospołeczeństwem, to statystycznie nierealne. Inaczej niż Indie, z 1,3 mld ludzi na pewno wyjdzie kolejny Anand, może nawet armia Anandów – słyszę od Kjetila, którego ponownie namawiam na partię. Ponownie bez skutku. Oglądać wciąż kocha, grać nienawidzi. Siadam więc przy pustym stoliku, stawiam przed sobą czerwonego hetmana, którego wziąłem z baru. To umówiony sygnał dla otoczenia. „Przyszedłem sam, chcę grać, przyjmę wyzwanie od każdego”.

Mijają trzy minuty, przysiada się Azim. Irańczyk wychowany w Oslo, który ostrzega, że jego imię znaczy „Wielki”. Zaczynamy partię.
"Szachy przypominają życie, z tą różnicą, że w życiu myśląc, że jesteś królem, bywasz najczęściej pionkiem"
Avatar użytkownika
zimny_toster
 
Posty: 90
Dołączył(a): 09 maja 2018, 22:44
Podziękował : 13 razy
Otrzymał podziękowań: 25 razy
Ranking: 1800


Powrót do Artykuły i wiadomości szachowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości



REKLAMA

Gdy masz problemy z matma czasami najlepszym rozwiazaniem sa Korepetycje z Matematyki
Zadania Szachowe
cron