Szachy w literaturze pięknej

Moderator: redjok

Szachy w literaturze pięknej

Postprzez Początkujący » 09 lut 2017, 00:19

Chętnie bym upolował poemat Marco Girolamo wraz z dość luźnym przekładem Kochanowskiego "Szachy". Jak znacie jakieś inne pozycje dawajcie znać.

Tak o tej renesansowej pozycji wyraża się Juliusz Kleiner:
"Jedną z ulubionych zabaw były we Włoszech szachy, które w średnich wiekach dzięki krzyżowcom ze Wschodu dostały się do Europy. Słynny wówczas poeta humanista Marco Girolamo Vida wyłożył ich teorię w poemacie łacińskim w którym bogom Olimpu kazał grać partię szachów. Otóż Kochanowski poświęcił młodemu magnatowi, synowi hetmana Tarnowskiego, zgrabną przeróbkę owego utworu, "Udatnym rymem opisuje boje, Na którym miecza nie trzeba, ni zbroje." Bój u niego wiodą nie bogowie, lecz dwaj książęta o imionach ruskich, Fiedor i Borzuj, a walczą o rękę królewny duńskiej; ona też sama dopomaga do wygranej Fiedorowi. Tak z przepisami gry zespolił Kochanowski romans - i obdarzył literaturę naszą po raz pierwszy zwięzłą powiastką o dziejach serca, poprzedniczką późniejszej nowelistyki"
Avatar użytkownika
Początkujący
 
Posty: 257
Dołączył(a): 16 kwi 2012, 21:25
Podziękował : 47 razy
Otrzymał podziękowań: 44 razy
Ranking: 0

Re: Szachy w literaturze pięknej

Postprzez majsza » 09 lut 2017, 22:43

Mi utkwiła w pamięci partia z "Mistrza i Małgorzaty" :)

Kocur i Woland rozgrywali partię szachów
Krytyczne myślenie to myślenie o myśleniu, podczas którego myślisz, jak myśleć lepiej.
Roy Eichhorn
Avatar użytkownika
majsza
 
Posty: 203
Dołączył(a): 11 cze 2015, 12:14
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 138 razy
Ranking: 0
FICS: majsza

Re: Szachy w literaturze pięknej

Postprzez Początkujący » 17 mar 2017, 17:48

Majsza muszę nadrobić zaległości lekturowe dzięki.
Wklejam tekst - Kochanowskiego. Trochę się zawiodłem - myślałem że to będzie szesnastowieczny poradnik - okazało się, że jest to utwór literacki tylko

Jan Kochanowski
SZACHY
Jego Miłości Panu
Janowi Krzysztofowi, hrabi z
Tarnowa, kasztelanowi Wojnickiemu
przypisane


Wojnę powiedzieć myśli serce moje,
Do której miecza nie trzeba ni zbroje,
Ani pancerzów, ani arkabuzów.
Ta walka czyście może być bez guzów.
K 'temu wyjeżdżać nie potrzeba w pole,
Wszystka się sprawa ogląda na stole:
Jako dwa króle przeciw siebie siędą,
A równym wojskiem potykać się będą.
Jeden z nich w jasnej, drugi w czarnej zbroi;
Ten wygra, przy kim dobry hetman stoi.
Tym cię na ten czas, mój hrabia, daruję;
Przyjmi za wdzięczne, póki nie zgotuję
Co godniejszego, czym bych mógł zabawić
Uszy twe i sam lepiej się postawić.
Masz przed oczyma domowe przykłady,
Jakiej potrzeba czasu wojny rady,
Jakiego miejsca szukać obozowi,
Jako szykować ufy ku bojowi;
Gdzie czas po temu, jako bitwę zwodzić;
Kiedy nierówno, jako lud uwodzić.
Ja zaś, czym mogę, tym się popisuję,
Drewniane wojska przed tobą szykuję.
A ty się nie wstydź, masz li czas spokojny,
Przesłuchać tej to krotochwilnej wojny,
Bo i Apollo łuku bez przestania
Nie ciągnie, pilen czasem i śpiewania.
Tarses, król duński, miał dziewkę nadobną,
We wszytkich sprawach swoich tak osobną,
Że jej natenczas równia mieć nie chciano.
Przeto z dalekich krain przyjeżdżano
Chcąc się przypatrzyć jej zbytniej gładkości,
A uczestnikiem być takiej miłości.
Pełen dwór zawżdy bywał cudzoziemców:
Czechów, Polaków, Francuzów i Niemców.
Ale dwa jednak – przed wszystkimi byli,
Którzy na dworze czas długi służyli:
Fiedor a Borzuj, wielkich domów oba,
Co sama mogła pokazać osoba.
Ci dwa przed sobą często się skradali,
A o królewnę króla nalegali.
Na koniec oba taką chuć k 'niej mieli,
Że się bić o nię pojedynkiem chcieli.
Póki mógł ojciec, na słowie je chował,
Abowiem obu jednako miłował;
Ale że końca ich prośbie nie było,
Odmawiać mu się dalej nie godziło.
Wziąwszy je tedy na spokojne gmachy,
Ukazał palcem na toczone szachy
I rzekł: "W tych szrankach wasza bitwa będzie;
Duższy na łonie u mej córy siędzie. "
Oba królowi z chucią dziękowali,
O czas i miejsce pilnie się pytali.
Miejsce na zamku, czas we dwie niedzieli
Z wolej królewskiej naznaczony mieli.
Obiema potym po karcie posłano,
Gdzie wszytek sposób tak im opisano:
Kto grze rozumie, może śmiele sadzić,
A kto nieświadom, lepiej się poradzić.
Tablica naprzód malowana będzie,
Tę pól sześćdziesiąt i cztery zasiędzie.
Pola się czarne z białymi mieszają,
Te się owymi wzajem przesadzają.
W tym placu wojska położą się obie,
A po dwu rzędu wezmą przeciw sobie.
Czterykroć czterzej z każdej strony siędą,
A tym sposobem szykować się będą:
Rochowie z brzegów, więc Rycerze po nich,
A potym Popi przysiędą się do nich.
Król z Panią bierze w pojśrzodku dwie poli;
On rózną barwę, a ta swoję woli.
Piechota przed nie wyciąga na czoło,
A między wojski pół tablice goło.
Każdy z tych tedy swoją drogą chodzi,
A przez drugiego skakać się nie godzi,
Chyba Jezdnemu, bo ten świadom drogi,
By też nacieśniej, nie zawadzi nogi.
Roch ma tę wolność i nadane prawo:
Przodkiem i zadkiem, w lewo bić i w prawo.
W trzeci rząd Rycerz zakoliwszy wpada,
Ale na inszej coraz barwie siada.
Białe a czarne, co na ukoś idą,
Na popy spółem wszytki pola przydą.
Babie się prózno nawijać: i w oczy,
I w zad uderzy, w stronę także skoczy;
Czasem i z Popy jedną drogą chodzi,
Jeno się z samym Rycerzem nie zgodzi.
Król pospolicie swego miejsca pilen,
A wszakoż może swemu też być silen,
Bo w okrąg siebie wszytki miejsca trzyma,
Kto się nawinie, tego i sam ima;
A kiedy głodzien, do kuchnie rad skoczy,
Dokąd z pierwszego miejsca nie wykroczy.
Drab na prost chodzi, ale z boku kole,
A jego wszytek skok na pierwsze pole;
Chyba gdy z placu pierwszego zstępuje,
Wtenczas trzeciego pola doskakuje.
Gdzie też na zagon ostateczny padnie,
Tak wiele jako i Królowa władnie,
Szachu zarazem przedsię nie zyskuje,
Bo Pieszek na kres, nie Baba wskakuje.
Toteż na koniec przypomnieć nie szkodzi:
Jeden po drugim zawżdy w tej grze chodzi,
A nigdy więcej mknąć jednym nie dadzą,
A gdzie co wezmą, tam swego posadzą.
Gra koniec bierze, kiedy najachany
Król nie ma nigdziej uciec pewnej ściany.
Gdzie by wpadł w sidło, kiedy lud potraci,
A szachu nie wziął, taki met nie płaci."
Te w sobie karta zamykała sztuki.
Oni, choć mieli z potrzebę nauki,
Wszakoż ją przedsię radzi przeczytali,
A dla ćwiczenia zawżdy szachy grali.
Kiedy czas przyszedł, wsiedli na swe konie
Nic nie czekając, żeby słano po nie.
Nadzieja dobra obudwu cieszyła,
A z drugiej strony bojaźń je trapiła;
Abowiem tam już miało się pokazać,
Komu tak miły zakład miano skazać,
Kto zaś z lekkością miał z pałacu wynić;
Każdy miał z sobą nie lada co czynić.
Ale że była tak królewska rada,
Niż co poczęli, siedli do obiada,
Gdzie drudzy goście i z królem siedzieli,
A ci zeznawać z obudwu stron mieli.
Gdy się najedli, obrusy zebrano,
A potym na wet szachownicę dano.
Król pomilczawszy rzecz do nich uczynił
Prosząc, żeby go żaden z nich nie winił,
Iż ocz było proszon, aż dotąd odkładał,
Wszytko na same a ich godność składał,
Bo nie chciał na się brać rozsędku tego,
Kto by godniejszy był z nich dziewki jego.
"Lecz teraz niechaj fortuna pokaże,
Komu przysądzić królewnę dziś każe.
A to wam mówię, coście tu zostali,
Byście żadnemu z tych nie pomagali.
W czym się nie zgodzą, zdanie swe powiecie,
Dalej nic; o co idzie, sami wiecie. "
Zatym oni dwa tablice się jęli,
A wojska na niej szykować poczęli:
Biały się zastęp dostał Borzujowi,
A czarny przyszło wodzić Fiedorowi.
Stanęli przeciw sobie dwa Królowie,
Korona złota na obudwu głowie;
Tamże zarazem wedle boku żony,
Ta swego z lewej, owa z prawej strony.
Pop jeden słucha Królowej spowiedzi,
A drugi sobie wedle Króla siedzi.
Po nich Rycerze na koniach, we zbroi,
Każdy z nich pewnie swego się nie boi.
Na skrzydła srogie słonie postawiono,
A z nich się Rochom bronić polecono.
Wtóry rząd wszytek pieszy zastąpili.
A gdy już wszyscy tak gotowi byli,
Napierwej losy (chociana tym mało)
Rzucić o przodek obiema się zdało.
Dwie pięści Borzuj zamknione pokazał,
Jedne z nich obrać Fiedorowi kazał.
On wziął za prawą; w obieraniu zbłądził,
Pieszkowi przodek białemu przysądził.
Teraz by czas był, panny z Helikona,
Przywieść na pamięć, jakich która strona
Fortelów przeciw drugiej używała,
A nim się prawie wojna dokonała,
Jaka moc wielka ludzi poginęła,
A komu głowę czyja szabla ścięła.
Nie śmiem się bez was puścić na tę wodę,
Bo widzę zbytnie wielką niepogodę;
Wy same nawę i żagle sprawujcie,
A gdzie to trudno, tam mię zastępujcie.
Iż tedy przodek przypadł Borzujowi,
Kazał wnet w pole wyciągnąć Pieszkowi,
Który natenczas Paniej posługował,
Jednak nikomu serca nie zepsował,
Bo przeciw niemu pan wojska czarnego
Wyprawił takież dworzanina swego.
Jeden drugiemu nie chciał namniej złożyć,
Natarszy na się, nie mogli się pożyć;
Bo Pieszek, jeśli na bok nie uderzy,
Bać się nie trzeba, w czoło darmo mierzy.
Potym się cicho z obu stron skradali,
To stąd, to zowąd na się przymierzali,
Aż jednym razem czarny się powadził,
Co się był naprzód przed insze wysadził:
Białego Pieszka wnet gardła pozbawił,
A sam na jego miejscu się zastawił.
Ale nie wiedział, że drugi nań stoi:
Przebił go mieczem Pieszek w białej zbroi.
Zatym Król czarny przez jeden huf cały
Do kuchni skoczył za ostatnie wały.
A wtym Rycerze na plac wyjachali,
Okrutną szkodę w pieszych podziałali,
Bo gdzie się jeno który z nich zawinął,
Trzej albo czterzej, rzadko jeden zginął.
Ale gdy Borzuj liche Pieszki dłażył,
Na coś więtszego chytry Fiedor ważył,
Rycerza swego to tam, to sam wodząc,
Prostemu ludu barzo mało szkodząc,
Stanąwszy, gdzie chciał, otrząsnął się z prochu
I dał szach Panu o prawego Rochu.
Utraty Borzuj nie mógł się uchronić,
Obudwu za raz trudno było bronić.
Wziął w prawo Króla, Rycerz natarł ku niem,
Obalił Rocha i z wieżą, i z słoniem.
Nie lada szkoda przyszła na białego,
Bo po Królowej nie masz mężniejszego.
"Aleć to tobie. Rycerzu, zapłacić,
Byś miał i sto szyj, przedsięć je tu stracić! "
Tak mówiąc drogę pilno mu zawierał,
A każdą pomoc wielkim gwałtem spierał.
Ów nędznik baczy, w jakie przyszedł błędy,
Strach go zdjął, ano uciec nie masz kędy.
Baba do niego rozebrała ściany,
A tam się trudno wymknąć między pany;
Owa go mieczem Królowa przebiła;
Że nie kto inszy, ta go rzecz cieszyła.
Dobrze żyw biały, gniew mu przystępuje,
Że bok u siebie słabszy jeden czuje;
Rad by się pomścił, a swego też ubił.
Jako gdy w zwadzie wól prawy róg zgubił,
Oślep się miece, a krew z niego pluszczy,
Ryk się rozlega wzdłuż i wszerz po puszczy,
Tę twarz miał biały po takim popłochu,
Kiedy mu cnego poimano Rochu.
Kto się nawinie, bierze, siecze, pali
I tym nie cierpiał, co pod stróżą stali;
By jeno z nim też nieprzyjaciel leżał,
Z nieszczęsnym wojskiem na śmierć pewną bieżał
Fortelu wszędy patrzał Fiedor swego,
Jedno szcie sobie przeglądał z drugiego,
A już nie blizu na Królową łowi,
Każe się pod nie przymykać Pieszkowi;
Zdrady nie da znać, wnet potym żałuje,
Jakoby źle szedł, w rzeczy się frasuje;
I już był Popu prawego nasadził (A kogo by tak zły człowiek nie zdradził!),
Jedenże Pieszek drogę był zasłonił,
Tym natarł na huf, a nikt go nie bronił.
Borzuj już dawno na Draba przymierza,
Jeno że jeszcze nieprawie dowierza;
Ledwe tknął palcem, a ten, jako z kusze,
Porwał Królową wnet za federpusze.
"Stój! – rzecze Borzuj. – Gorącoś kąpany.
Nie tak ci grają, bracie, między pany;
Wróć mi sam Babę, czekaj, aż ja pójdę,
Bo pewnie z tobą tak rządu nie dójdę! "
Więc Fiedor: "Bychwa poprawiać się miała,
Do sądnego dnia gra by trwać musiała;
Jużeś się dotknął, a w tej grze kto ruszy,
Wymówki nie masz, z tymże na plac kłuszy! "
Odpowie Borzuj: "Tego na wymowie
Nie było, niechaj powiedzą panowie! "
Tak by przystało i tak ma być słusznie:
Czego kto dotknie, tym by miał iść dusznie;
Lecz iż nie było żadnej o tym zmianki,
Kazano zasię puścić Babę w szranki.
Ale na potym niech się nikt nie myli,
Czymeś tknął, tym jedź, tak starzy chodzili.
Nie z dobrą wolą Paniej Fiedor wrócił,
Dobrze się wstrzymał, że tuż nie przewrócił
Wszytkiego wojska za raz i z Hetmany,
Jeno że baczył na zakład a pany.
Na koniec do tej rady się przychylił,
Aby go był gdzie przez nogę nachylił,
I kazał Księdzu drogą rycerzową
Najechać krzywym skokiem na Królową.
Rzecze mu Borzuj: "Tym mię nie oszukasz,
Raczej w czym inszym swoje biegłość ukaż! "
On jakoby się w tym był nie obaczył,
Upomniał Księdza, żeby na zad raczył.
Już mu na ręce pilniej poglądają,
A rady czasem dwiema pomykają;
I swego, widzę, swymże brać nie wadzi,
Kiedy pożytek jaki na to radzi.
Nie miło stronie, ale dzień targowy -
Patrz każdy swego, a umykaj głowy!
Kapłan z Rycerzem, a obadwa biali,
Jeno przez jeden plac od siebie stali;
Ujźrzał Drab czarny i natarł na obu,
Pewnie jednego poniosą do grobu.
Każdy z nich dobrze nogi nagotował,
Kogo li drożej Król będzie szacował.
Wielka się godność w Rycerzu najduje,
Że jego drogi nikt nie zastępuje.
A swoim szachem może wiele szkodzić,
Bo zawżdy przed nim musi Król uchodzić;
A on tymczasem rad co złego zbroi,
Jesli gdzie Baba albo Roch źle stoi.
Popu mi żaden niechaj też nie gani,
Bo tak szkodliwie jako który rani.
Kto drugi z bliska, a ten i z daleka
Podeprzeć może w potrzebie człowieka:
Może dać abszach, co też nie pół rzeczy,
Trzeba się w ten czas dobrze mieć na pieczy.
Tak tedy mówią gracze nauczeni:
W cieśni mąż Rycerz, a Pop na przestrzeni.
I ta przyczyna była Borzujowi,
Że tam folgował więcej Rycerzowi,
A Popu zabił Pieszek niecnotliwy;
Trzęsą go drudzy, a on już nieżywy.
Na babę dawno czarny Rycerz godzi,
Jeno że mu Pop od spasi zachodzi.
Roch się też biały ku potkaniu stroi,
A w świetnej sobie poskakuje zbroi.
Potym o Babę dał szach Rycerz w bieli,
Tusząc, że mu jej obronić nie mieli.
Ale się bardzo tą nadzieją zdradził,
Bo się nań z łukiem czarny Pop wysadził.
Acz widział Draba, który nań też mierzył,
Wszakoż Rycerza tak barzo uderzył,
Że na nim przednia blacha się przepadła,
A strzała prawie aż do pierza wpadła.
Wzięto go z placu. Tamże też i Księdza
Zabiła z proce, jako mogła, nędza.
A tego zasię, przybieżawszy, drugi:
A ty sna bijesz, psie, królewskie sługi
Zatym się wielkie zamieszanie stało,
Co raz tym więcej burdy przybywało.
Rochowie srodzy z wież na wojsko biją,
Kapłani z łuków bez przestanku szyją,
Rycerze bystre konie rozpuścili,
Nie był kąt jeden, gdzie by się nie bili.
Rada, dwór. Drabi społem się mieszają,
Nic więcej, jeno po bindach się znają.
Męstwo z fortuną pospołu stanęło,
To wojsko teraz, owo zaś moc wzięło.
Ten tego bije, ali sam zaś mdleje,
Wszytek się zastęp to tam, to sam chwieje.
Równie tak jako szumne morskie wody
Prze wielkie wiatrów upornych niezgody
Na oceanie północnym bałwany
Do krzywych brzegów walą na przemiany;
Tak Pani biała z mieczem się zawija,
Kto się nagodzi, do razu zabija.
Sprzątnęła Popu, jeszcze dalej bieży,
Dosięgła Rochu na wysokiej wieży.
To w tę, to w owę stronę szablą błyska,
A przed nią w kopę huf się czarny ściska.
Pełno jej wszędy, rwie się i w namioty,
Przez gęste wozy, przez wały, przez płoty.
Widząc Król czarny, że źle na wsze strony,
Uciekł się i sam do lepszej obrony:
Wysłał Królową w smalcowanej zbroi,
Alić już ona troje dziwy broi.
Kogoś tam na przód, kogoś na zad ścięła?
Wieleś głów, pani, na swą duszę wzięła?
Na poły żywe białe, czarne konie
Walą się prawie na obiedwie stronie;
Pospołu z Draby sieką i Fenrycha,
Tego tu wloką, sam owego Mnicha.
Kto klęskę może, kto pobite głowy
Tej ciężkiej walki wypowiedzieć słowy?
Drewniane trupy wszędy w koło leżą,
A tu, co dalej, tym się barziej rzeżą.
Szyku nie patrzą, społem się motają,
Czarni lada gdzie i biali padają;
Tak jezdni jako pieszy, krom różnice;
Bowiem królewskie obie miłosnice,
Ogniste miecąc na przemiany strzały,
W zupełnych zbrojach przeciw sobie stały,
Pewne jednego nie ustąpić kroku,
Ażby z nich która kulkę miała w boku.
Tymczasem więźniów oba Króle strzegli
I trupów tych, co na placu polegli
Żeby zaś jako z martwych nie powstali,
A drugi raz się znowu nie potkali.
Nie wiedzieć, którym fortelem szampierza
Podszedł wódz biały i dostał Rycerza,
Który niedawno przez kapłańską kuszę
Przed samym Królem dał był Bogu duszę.
Więc go przy desce, by nie czuła horda,
Cicho posadzi; a ten zaś do korda.
Jako gdy wiedmy tesalskie dostały
Świeżego trupa, a czartów zwołały,
Fałszywą duszę podmiatają w ciało,
Po chwili pojźrzysz, alić ono wstało,
Mówi bezpiecznie, widzi, jako trzeba,
Używa takież jako drugi nieba;
Poszedł na tego Rycerz był człowieka,
Ale go Fiedor obaczył z daleka;
Uśmiechnąwszy się rzecze: "Toć nowina!
A nie tyżeś był wskrzesił Piotrowina?
Nie trzeba świadków trzecioletnych tobie.
Masz prawo dobre, chowaj tego w grobie! "
Śmiałby się Borzuj, lecz mu nie do śmiechu,
Nie każe świętych wspominać dla grzechu.
Wzięto Rycerza zatym z szachownice,
Idziż, nieboże, znowu do ciemnice!
Już teraz barziej oba na się ważą,
Przeskoki lepszą opatrują strażą.
A Baby przed się puścili w zagony,
I strzegą pilnie swoich Królów obie.
A oto biała z tyłu przyskoczyła,
Murzynkę ścięła, ni się obaczyła.
Sama też w boku tuż odniosła strzałę,
Niedługo miała z zacnych łupów chwałę.
Wszyscy pojźrzeli z tej strony i z owej,
Litował z płaczem każdy swej Królowej;
Słyszałby tam był lamenty niewieście,
Kiedy niesiono ciała na przedmieście.
Nuż hurmem za raz prawie wszytki roty
Na hetmańskie się naciskać namioty.
Każdemu za swe: jednako się boją,
Wszyscy nieprawie w dobrej toni stoją.
Lecz im nie wszytka jeszcze moc ustala,
Oboja strona swe posiłki miała.
Masz Rochu z Popem, Królu czarnej zbroje,
Masz i Rycerza, k 'temu Pieszków dwoje;
I ty tak wiele, białych hufów panie!
Jeszczeć na zamiar jeden Drab zostanie.
Ostatek sami między sobą skłoli;
Człowieka patrząc prawie serce boli
Ano z obu stron barzo poczet mały;
Szlachtę wybito, dwory spustoszały,
Królowie smutni po swych miłosnicach
Mordują, biją okrutne, złe żony.
Siadły nierychło potym przeciw sobie
Tęsknią, że sami legają w łożnicach.
Acz pierwsza miłość obiema panuje,
Wszakoż potrzeba sama rozkazuje,
Aby dla rządu i lepszej obrony
Każdy, gdzie może, patrzał sobie żony
Naprzód do panien służebnych Król biały
Rozkazał, które na ostroniu stały,
Że, nie brakując bynajmniej w osobie,
Jednę z nich myśli wziąć za żonę sobie,
Tylko żeby się mężnie popisała,
A ostatniego kresu dobieżała.
Wnet serce wzięły trzy królewskie sługi,
Poszły za sobą, jako był plac długi.
Lecz jedna przedsię ochotniejsza była,
Daleko nazad drugie zostawiła;
Wykrzyka lecąc, skrzydła jej pod nogi
Sława przydała i zakład tak drogi.
Nikt nie przeszkadza, bo też z drugiej strony
Król czarnej barwy szuka sobie żony.
Więc równym pędem biegną ku kresowi;
Przypatrują się drudzy zawodowi.
Ale że czarna pozad zostać miała,
Na towarzysza poczekać wolała.
A Pop tymczasem z Rycerzem wyciekli,
Ostatek wojska białego wysiekli,
Rycerz nie zginął i Roch się obronił,
Ale nabarziej Król małżonki chronił:
Skoro też Pani na kresie stanęła,
Złotą koronę wnet na głowę wzięła.
Przybyło serca niemało białemu,
Ale zaś wiele upadło czarnemu.
Sam się Król barzo do kąta napiera,
Bo nań Królowa już barzo naciera,
A żeby Pana tym rychlej pożyła,
Rząd wszytek po nim Rochem zasadziła.
Sama już po nim cicho się przykradnie,
Skąd mogła Króla już pochodzić snadnie.
Zła Fiedorowa stoi w mecie prawie,
Tuszą, że będzie rychło po rozprawie,
"Daj się, nieboże! " – coraz kto mu rzecze,
A tego żałość nieboraka piecze.
Obrony żadnej od mętu nie widzi,
Szkody lituje, a k 'temu się wstydzi.
Wtym wieczór zaszedł, słońce już padało:
Prostoć się metu, Fiedorze, nie chciało.
Borzuj nalega, przedsię każe chodzić,
Cóż o jedno szcie mamy się rozchodzić?
Stanęło na tym, aby grać przestali,
A jutro rano ostatka dograli.
Wszakoż odchodząc szachy poznaczyli,
A z każdej strony grze się przypatrzyli.
Naprzód Król czarny (aby każdy wiedział)
Rochu się trzymał, który w kącie siedział.
Przed Królem stał Koń w piątym polu prawie.
A Pieszek w szóstym i na tejże ławie,
A wedle niego drugi w prawej stronie,
Ten miał nad sobą Popa ku obronie.
Król biały patrzał na swego Szampierza
Przez Draba i przez czarnego Rycerza,
A swego Rochu posadził na stronie,
Pod Królem czarnym, na wtórym zagonie.
Na tymże rzędzie też Królowa była,
A jednym okiem na Księdza patrzyła.
Tym obyczajem oba ufy stały,
A czarnej przodek zeznawał Król biały.
Tego pałacu oba stróżom zwierzą,
Sami za królem idą na wieczerzą.
Trochę je Fiedor, pije barzo mało,
Często poziewa, wierę by się spało!
Cieszą go drudzy, drudzy k 'niemu piją,
A jemu prawie psi za uchem wyją.
Pokój każdemu potym naznaczono
A mury zewsząd strażą opatrzono.
Anny już teszno (tak dziano królewnie),
Że dotąd nie wie, czyja ma być pewnie.
Na obu wprawdzie patrzyła łaskawie,
Ale co wiedzieć, komu serce prawie.
Wywiedziawszy się, na czym gra stanęła,
Jednę za rękę panią starą wzięła
I przyszła prosto przez tajemne gmachy
Na te drzwi, kędy zostawiono szachy.
Stróże poczują; poznawszy po mowie,
Puścili razem obie białegłowie.
Panna się zaraz do szachów rzuciła,
Więc pilnie pyta, gdzie by czyja była.
Pojźrzy na czarną, gorzej być nie może:
Do pierwszego szcia biała ją przemoże:
Jedno że czarnej przyjdzie naprzód chodzić;
Snaćby jej jeszcze nieco mógł pogodzić.
I rzecze: "Dobry Rycerz jest od zwady,
Popu też nieźle zachować od rady;
Dać za miłego wdzięczną rzecz nie szkodzi,
Piechota przed się jako żywo chodzi".
Obróci Rochu na Króla rogami,
Sama wynidzie zalawszy się łzami.
Fiedor już dawno zwątpił o królewnie,
A Borzuj mniema, że już wygrał pewnie;
Ten prosi Boga, by rychlej świtało,
Ów raczej, żeby nocy przybywało.
W swą miarę przedsię zeszła noc, a potym
Świat się rozświecił wszytek słońcem złotym.
Leniwo Fiedor ubiera się w szaty,
Widzi, że trudno ma być bez utraty.
Idź przedsię; kto wie, co szczęście przyniesie,
Nie każdyć jednę dzień fortunę niesie;
Komu Bóg jeszcze nie obiecał śmierci,
By dobrze skonał, z grobu się wywierci.
Już go nie blizu czekają na sieni,
Wyszedł nierychło, a twarz mu się mieni.
Wszakoż, gdzie może, śmiechem żal pokrywa,
A sobą przedsię nędznik pochutnywa.
Przyszli na szachy do dawnego stoła;
Tam (jako mówią) taż baba, też koła.
Obrony przedsię nie widzi metowi;
Pyta, kto rogów nakrzywił Rochowi,
Bo wczora było wszytko poznaczono.
"Słuchaj, toć na to, błaźnie uczyniono. "
Stróże powiedzą, że królewna wczora
Przyszła tu była jedno samowtora,
Niemałą chwilę na szachy patrzyła,
Potym odchodząc Rochem obróciła.
"A cóż wżdy rzekła? – pocznie Borzuj pytać. -
Już widzi, kogo ma za męża witać?"
Powiada: "Dobry Rycerz jest od zwady,
Popu też nieźle zachować od rady;
Dać za miłego wdzięczną rzecz nie szkodzi,
Piechota przed się jako żywo chodzi."
"Tom dawno słychał – Borzuj na to powie -
Każdy się tego barzo łacno dowie,
Że Rycerz męstwa ręką dokazuje,
Biskup podobno więcej w głowie czuje;
I Fiedor, co ma, dałby wszytko pewnie,
By się mógł jako zostać przy królewnie;
Toteż nie dziwno, że piechota chodzi,
Bo nie ma konia ani jeździć łodzi."
Odpowie Fiedor: "Niechaj pan błaznuje,
Łacno durować, kiedy przystępuje "
A sam, po stole położywszy łokcie,
Myśli nad szachy, a gryzie paznokcie;
Myśli, co ma być z Rycerzem za zwada,
Jaka to ma być ta Popowa rada,
Gdzie ta wdzięczna rzecz albo gdzie ten miły,
Dlaczego przed się piechoty chodziły?
Na koniec, czemu Rochem obróciła?
Pewnie, że darmo tego nie czyniła.
Dobrze żyw myśląc; a ten upomina:
"Fiedorze, bracie! Sna niedobra sina? "
Fiedor nie słyszy nawiętszego szumu,
Wszytki tam zmysły zwabił do rozumu;
Potym się dobrze długo namyśliwszy
Wstał i rzekł: "Królu mój namiłościwszy!
Jeden jest fortel na szczęście wszelakie,
Lub źle, lub dobrze, serce mieć jednakie.
Kogo fortuna srogim nie pobiła,
Tego łaskawym okiem nie zmamiła;
A kto się barzo rozbuja w pogodę,
Ten zasię skrzydła powiesi w przygodę.
Niechże już idzie; a ty patrzaj pilnie:
Mam za to, żeś się radował omylnie.
A niechaj nie mam za wygraną k 'temu,
Jesli trzecim szciem met nie będzie twemu."
Król zatym do nich bliżej się przysiędzie;
Wszyscy czekają, co na koniec będzie.
Uderzą w larmę; A Roch jednym skokiem
Usiadł Królowi tuż pod samym bokiem.
Co czynisz, głupi? Mierzi cię ta trocha?
Chcesz darmo stracić tak wdzięcznego Rocha?
Tu próżno szukać jakiej inszej rady,
Przyjdzie do końca z Rochem patrzyć zwady;
Folgować darmo, bo tak Króla dusi,
Że mu rad nierad Król wziąć gardło musi,
Wtym Drab przyskoczy. Król ustąpi kroku,
Przypadłszy drugi, poimał jiz boku.
To było tej gry sławnej dokonanie,
Prawie nad wszytkich ludzi domniemanie.
Tamże zarazem po pannę posłano,
Którą za żonę Fiedorowi dano.
A Borzuj nie chciał być proszon na gody
Ani żegnawszy jechał precz z gospody.
Mnie też czas będzie uchwycić się brzegu
A odpoczywać nieco sobie z biegu,
Wysiadszy z morza, gdziem Widę przejmował,
Który po wodach auzońskich żeglował,
Udatnym rymem opisując boje,
Na których miecza nie trzeba ni zbroje.
Ostatnio edytowany przez Początkujący, 17 mar 2017, 20:16, edytowano w sumie 1 raz
Avatar użytkownika
Początkujący
 
Posty: 257
Dołączył(a): 16 kwi 2012, 21:25
Podziękował : 47 razy
Otrzymał podziękowań: 44 razy
Ranking: 0

Re: Szachy w literaturze pięknej

Postprzez Grem » 17 mar 2017, 18:41

Oczywiście jest do tego partia, opublikowana przez polskiego szachistę Aleksandra Wagnera (w 1912 roku po pseudonimem): [White "Borzuj"]
[Black "Fiedor"]
[Result "0-1"]
[ECO "D00"]

1. d4 d5 2. c3 e5 3. e3 a5 4. b3 h6 5. a3 Na6 6. h3 Bf5 7. Be2 Qd6 8. c4 g6 9.
b4 axb4 10. axb4 O-O-O 11. Nf3 Kb8 12. Nc3 Rh7 13. Nxd5 Nxb4 14. Nxe5 Nc2+ 15.
Kf1 Nxa1 16. Bd2 g5 17. Qxa1 Be6 18. e4 Bg7 19. Ne3 f6 20. Nf3 Qa6 21. Qb2 Qd6
22. d5 Bd7 23. Qd4 Qb6 24. c5 Qb1+ 25. Be1 Be8 26. c6 Rc8 27. d6 f5 28. Qc4 (
{Borzuj miał tu zagrać} 28. exf5 $4 {by po} 28... Bxd4 { prosić o cofnięcie co
też się stało } ) 28... Nf6 29. Ne5 Qb6 30. Rh2 h5 31. f3 Rd8 32. Bg3 f4 33.
Nf5 fxg3 34. Nxg3 Rh8 35. Nd7+ Bxd7 36. cxd7 Rxd7 37. Qc1 Qxd6 38. Qxg5 h4 39.
Nf5 Qb6 40. Qe3 Rh5 41. Qc1 c5 42. Ne3 Bh6 43. Kg1 Qd8 44. Kf1 Rd2 45. Kf2 Nd5
46. Qc4 Rxe2+ 47. Qxe2 Nxe3 48. Qe1 Qg5 49. Kg1 c4 50. Qf2 c3 51. Rh1 b6 52.
Kh2 Qg3+ 53. Qxg3+ hxg3+ 54. Kxg3 Ra5 55. Kf2 Ra8 56. Ke2 Nc2 57. Kd1 Ne3+ 58.
Kc1 Nxg2+ 59. Kb1 b5 60. h4 b4 61. h5 b3 62. e5 Bg5 63. h6 Nh4 64. e6 Bf6 65.
h7 Nxf3 66. e7 Bxe7 67. h8=Q+ Kb7 68. Qh3 Ne5 69. Qh5 Nd3 70. Qh3 Nb4 71. Qf3+
Kb8 72. Qe2 Bf6 73. Qe6 Bg7 74. Qd7 Bd4 75.Rh7{tu partię odłożono, czarne kończą kombinacją} 75... Ra1+ 76. Kxa1 b2+ 77. Kb1 c2# 0-1
;) <:D .
Ostatnio edytowany przez Grem, 17 mar 2017, 20:22, edytowano w sumie 1 raz
Tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi - Napoleon Bonaparte
Avatar użytkownika
Grem
 
Posty: 528
Dołączył(a): 03 lut 2012, 14:24
Lokalizacja: pow.Lipsko
Podziękował : 141 razy
Otrzymał podziękowań: 294 razy
Ranking: 0
kurnik.pl: Gremar64
FICS: Gremar

Re: Szachy w literaturze pięknej

Postprzez Początkujący » 17 mar 2017, 19:19

Wielkie dzięki - zainteresowałem się co też sam Wagner o tej partii mówi to jest to co znalazłem zamieszczone w miesięczniku Szachista 1933 Lwów:


Aleksander Wagner
Partja Kochanowskiego
W Nr. 6„ Szachisty" wystąpił p. prof. St. Górawski w sprawie mej przedwojennej działalności szachowo-publicystycznej ze świeżą rewelacją, opartą na wykryciu, że nazwisko Wanda Reger-Nelska jest fikcyjne, urobione z mego nazwiska przestawieniem liter. Wobec oddania mi głosu przez p. prof. G. wyjaśniam co następuje:
W r. 1912. ówczesna Redakcja „Szachisty Polskiego" w Krakowie rozpisała konkurs na odtworzenie metodą algebraiczną całego przebiegu „partii”, stanowiącej osnowę poematu Kochanowskiego „Szachy", najdawniejszego pomnika polskiej literatury szachowej' (1557). Konkurs ten nie miał powodzenia z powodu olbrzymiej trudności tematu. Należało bowiem od samego początku gry (1. d4, d5), przy uwzględnieniu rymowanego, nie całkiem jasnego opisu przebiegu partji, doprowadzić w możliwie minimalnej ilości posunięć do pozycji końcowej, identycznej z następującą trzychodówką, ułożoną ściśle według wskazówek poematu, przez hr. Maurycego Dzieduszyckiego („Szachy w Polszczę",Dodatek do „Czasu", lipiec 1856, str. 1—42): Białe: Kb1, Hd7, Wh7; Czarne: Kb8, Wa8, Gd4, Sb4, Pb3, c3. Czytelnikom, nieznającym poematu „Szachy",podaję rozwiązanie, ilustrowane plastycznym opisem poety: (czarne zaczynają): 1... Wa—, „a w tem jednym skokiem Roch usiadł Królowi tuż pod samym bokiem"; 2. Kxa 1 — „Roch tak Króla dusi, że mu rad nierad Król wziąć gardło musi"; 2... b2+-„wtem Drab przyskoczy”;3. Kb1—„Król ustąpi kroku”; 3...c2#— „przypadłszy drugi poimał go z boku".Na konkurs wpłynął jeden tylko elaborat — mój własny, który podpisałem anagramem swojego nazwiska, oczywiście w intencji koniecznego zachowania tajemnicy autorskiej wobec jury konkursowej. Elaborat ten Redakcja opublikowała przed zamknięciem konkursu pod tytułem: Partja Kochanowskiego — ułożyła Wanda Reger Nelska („Szachista Polski" Nr. 4 ex 1912, str. 51 i 52) Partja ta — początek jej 1. d4, d5, koniec 77. Kb1, c2# — dała powód do obecnej rewelacji w sprawie fikcyjnego nazwiska autorki. Ponieważ żadna inna praca nie wpłynęła rozstrzygnięcie konkursu nie mogło nastąpić, nie miałem przeto sposobności, ani też potrzeby odsłonięcia swej przyłbicy. Uczynił to za mnie obecnie dopiero po przeszło 20-latacb, p. prof. G., zapalony bibljofil szachowy, posiadacz najbogatszego w kraju zbioru rzeczywiście rozegranych partyj, z tego tytułu nieubłagany prześladowca fikcyjnych rozgrywek i nazwisk fikcyjnych. Skoro jednak nazwisko autorki partji Kochanowskiego jest fikcyjne, to prawdziwe natomiast jest nazwisko autora „Szachów", co to
światową literaturę gry królewskiej wzbogacił arcydziełem poezji polskiej i polskiej myśli już przed 4-ma wiekami, więc w epoce, kiedy jeszcze nie było ni słychu, ni dychu o szachowej kulturze w sąsiednim, uprzywilejowanym rzekomo kraju poetów i myślicieli.„Arcydzieło to poszło niestety w Polsce tak dalece w zapomnienie, że niedawny jubileusz 400-lecia autora „Szachów“ bez echa przeszedł na łamach „Świata Szachowego!”. Pragnąc to bodaj w części naprawić, korzystam z przypadającej 22 sierpnia rocznicy śmierci wieszcza i kończę swe wyjaśnienie hołdem pamięci polskiego Tyrteusza światowej, wojny, „na którą miecza nie trzeba, ni zbroji",(ani też tanków, ni trujących gazów).
Stanisławów, 22 sierpnia 1933.

A oto partia konkursowa z 1912:
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
Początkujący
 
Posty: 257
Dołączył(a): 16 kwi 2012, 21:25
Podziękował : 47 razy
Otrzymał podziękowań: 44 razy
Ranking: 0

Re: Szachy w literaturze pięknej

Postprzez korob » 18 mar 2017, 00:01

77...c3-c2X
Obrazek
b1 - Maciej Kaczmarek
b2 - Agata Żyła
b4 - Tomasz Januszewski
c2 (właśnie zamatowała) - Joanna Korpalska
Zdjęcie z obozu sekcji szachowej MUKS MDK Śródmieście Wrocław w Polanicy Zdroju.
Polecam Kurs interaktywny SzachyDzieciom.pl - https://szachydzieciom.pl
Avatar użytkownika
korob
 
Posty: 316
Wiek: 63
Dołączył(a): 19 lis 2013, 00:31
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował : 281 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy
Ranking: 2119

Re: Szachy w literaturze pięknej

Postprzez BAROL » 14 mar 2020, 10:49

Józef Baka (1707-1780) - "Bogaczom ciemnym oświecenie":
(fragment końcowy)

(...)
Grasz tęgo
z przysięgą.
Bez chluby
rad w czuby.
Karty, szachy
niszczą gmachy,
z Faraona
dobra strona
faluje,
czatuje
odmiana,
przegrana.
Mości Panie,
moje zdanie!
Tej minuty
do pokuty.
Z pieniędzy
daj nędzy,
płać myto
kalitą*.


*kalita - skórzany portfel
Avatar użytkownika
BAROL
 
Posty: 196
Dołączył(a): 31 sty 2019, 14:51
Podziękował : 1001 razy
Otrzymał podziękowań: 108 razy
Ranking: 1800


Powrót do Ogólne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 11 gości



REKLAMA

Gdy masz problemy z matma czasami najlepszym rozwiazaniem sa Korepetycje z Matematyki
Zadania Szachowe