Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Moderator: Rafcik

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez MaurycyHawran » 29 mar 2011, 20:29

Wszystko jest kwestią nastawienia. Jedni nie zwracają uwagi na swój poziom i tłuką w ten sam sposób całe życie. Inni próbują się rozwijać, gorzej lub lepiej.

Tego pierwszego podejścia nie rozumiem. Kiedyś sądziłem, że wynika to z niewiedzy, ze słabo się gra. Jeden zauważy, że został ograny, drugi zwali wszystko na jeden ruch. Brak postępu skazuje na wieczną "kiszonkę". Na turniejach będziemy grali po raz n-ty z tymi samymi osobami, nie będziemy się mogli pochwalić sukcesem, zapisy naszych partii nie przyciągną nikogo.
Jak tak można? Świadoma decyzja o bylejakości to moim zdaniem głęboka porażka i przewina wobec samego siebie. Jak coś robimy, to róbmy to dobrze. Albo choć starajmy się poprawić.
Na początku "kariery" sporo podstawiałem. Przegrywałem tak mnóstwo partii, choć uważałem, że gram dobrze, wpadam na ciekawe idee etc. Teraz gdy gram lepiej widzę, jak słabo się prezentuje w stosunku do naprawdę silnych zawodników. Ale nie przegrywam już za darmo. Walczę z coraz silniejszymi i nie marzę już tylko o remisie. A mogłem "odpuścić" i zawsze bym brał po tyłku.
Ktoś napisał, że szachy odzwierciedlają charakter człowieka, jego słabości ale też silne strony. Co więc odzwierciedla partia osoby, która świadomie powiedziała pas - więcej już nie osiągnę? Trzeba się samodoskonalić całe życie, inaczej pusto się robi jakoś...

Nie krytykuję zwolenników bardziej relaksującego podejścia. Zwyczajnie ich nie rozumiem. Argumenty powyżej - przeczytanie całego tematu nadal przede mną - w zupełności mnie nie przekonują.
Elo 1900, gram na 1600
MaurycyHawran
 
Posty: 407
Dołączył(a): 10 mar 2011, 19:37
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 22 razy
Ranking: 1800
kurnik.pl: MaurycyHawran

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez kolokwium » 29 mar 2011, 20:46

Czyżbyś był perfekcjonistą, pedantem? Czy jak coś zrobisz byle jak ale z przyjemnością to postąpisz źle?
Są sfery życia, które wykonuje się dokładnie; są sfery, które wykonuje się byle jak. Najczęściej te "byle jakie" dają najwięcej przyjemności.
Im dalej w las, tym więcej drzew. Im więcej wiesz, tym bardziej rozumiesz, że wiesz bardzo mało; słowa Sokratesa Οἶδα οὐδὲν εἰδώς (Oida ouden eidos; wiem, że nic nie wiem) można i tak zrozumieć, że zbyt duża wiedza nie daje aż takiej radości, bo zna się swoją niewiedzę.
Kiedyś grałem dla kategorii, teraz dla przyjemności; sędzia szachowy FA Tomasz Ptaszyński mój blog
ObrazekPiszę poprawnie po polsku.
Avatar użytkownika
kolokwium
Moderator
 
Posty: 8813
Wiek: 52
Dołączył(a): 04 wrz 2006, 22:11
Lokalizacja: www.ChessArbiter.org
Podziękował : 1856 razy
Otrzymał podziękowań: 2065 razy
Ranking: 0
kurnik.pl: tpp
FICS: tepepe

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez jasne » 29 mar 2011, 20:49

każdy stuknie kiedyś głową o mur a postępy się skończą kwestia na jakiej wysokości :) gram w ping ponga dla relaksu dla ćwiczących to też herezja dlaczego stać w miejscu i się nie rozwijać -po prostu kwestia priorytetów i podejścia, Ktoś kiedys powiedział jedni lubią wygrywać inni kochają samą grę :) a być może do tego trzeba dojrzeć :devil:
Każda dyscyplina w której jest rywalizacja może być profesjonalną Ligą i jak i TKKF em ale na dołach właśnie się opiera.
Ostatnio edytowany przez jasne 29 mar 2011, 20:59, edytowano w sumie 2 razy
"kłótnia z idiotą jest jak gra w szachy z gołębiem
nieważne jak dobrze zagrasz - gołąb i tak poprzewraca figury, narobi na szachownicę i jeszcze będzie dumny z wygranej "
demotywatory.pl
Avatar użytkownika
jasne
 
Posty: 765
Dołączył(a): 06 mar 2011, 13:21
Lokalizacja: Podkarpackie
Podziękował : 100 razy
Otrzymał podziękowań: 302 razy
Ranking: 2000
kurnik.pl: piwojasne

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez demon_szybkosci » 29 mar 2011, 20:53

Nie wiem jak daleko zaszedłeś w szachach i co napędza cię do tego, aby stale trenować i być coraz silniejszym graczem. Być może kiedyś dojdziesz do poziomu w którym o postęp będzie ZNACZNIE trudniej niż obecnie. Wówczas pewnie zobaczysz szachy i problematykę postępu z zupełnie innej perspektywy.
Dawniej także miałem takie zdanie jak Ty Maurycy. W końcu po własnych porażkach i dziwnych doświadczeniach oraz pomocy Tomasza (kolokwium) przekonałem się, że szachy NIE MUSZĄ być wiecznym ściganiem się oraz stałym podnoszeniem poziomu. Być może wystarczy sama radość z nich oraz to, że można mieć dzięki nim ciekawą rozrywkę. Przynajmniej mi to wystarcza. Jeśli Tomasz zechce przytoczyć anegdotę o wspinaczce górskiej, to może nieco inaczej spojrzysz na szachy. Na pewno zdania nie zmienisz, ale być może zobaczysz "inną perspektywę".

Przy okazji uściślenie: rezygnacja z szachów (albo z pewnej formy szachów) nie musi oznaczać zaprzepaszczenia rozwoju. W końcu szachy nie są JEDYNYM narzędziem dzięki którym się rozwijamy, mylę się?

No i jeszcze jest taka prosta przyczyna (rezygnacji): IM wyżej jesteś, TYM ciężej jest wspinać się wyżej. Słowem: jeśli masz ukończoną szkołę podstawową, to nie musisz się specjalnie męczyć, aby skończyć gimnazjum - jeśli jesteś w gimnazjum, wówczas szkołę średnią. Ale jeśli doszedłeś do poziomu lic lub mgr to wówczas "wskoczenie" na poziom docenta czy doktora może być WYJĄTKOWO trudne.

Odnosząc się nieco do szachów: jako amator na kurniku zwykle jestem w stanie stawić nieco oporu wszystkim moim kolegom do poziomu 1700. Nie jest to jakoś szczególnie wielkie osiągnięcie, ale zdarza się, że moi przeciwnicy są zadowoleni z jakości partii jakie z nimi rozgrywam. Nawet pomimo tego, że często gram powoli i niezbyt silno. Jednak staram się, aby gra była ciekawa i nieschematyczna (na tyle ile jestem w stanie).

80-90% zawodników, którzy nie trenują systematycznie (ew. w klubie, z trenerem, itp.) raczej nie przeskakuje tego poziomu, który osiągnąłem, więc jakość gry spełnia moje minimalne oczekiwania (chociaż oczywiście chciałbym grać jak gracz na poziomie 2200, ale zdaje sobie sprawę, że to bardzo trudne i wymaga DUŻO pracy i wysiłku na który mnie nie stać).
demon_szybkosci
 

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez MaurycyHawran » 29 mar 2011, 20:54

A to trzeba od razu pedantem być? Wystarczy właściwe podejście. Mi byle jak nie sprawia przyjemności, bo zwyczajnie czuję że nie osiągam tyle ile powinienem. A to już wtedy wyłącznie moja wina.
Elo 1900, gram na 1600
MaurycyHawran
 
Posty: 407
Dołączył(a): 10 mar 2011, 19:37
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 22 razy
Ranking: 1800
kurnik.pl: MaurycyHawran

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez jasne » 29 mar 2011, 20:58

MaurycyHawran napisał(a):A to trzeba od razu pedantem być? Wystarczy właściwe podejście. Mi byle jak nie sprawia przyjemności, bo zwyczajnie czuję że nie osiągam tyle ile powinienem. A to już wtedy wyłącznie moja wina.


co kto woli, idąc tym tokiem rozumowania bez stałych treningów i podnoszenia umiejętności nie zagrałbym w piłke na podwórku.
"kłótnia z idiotą jest jak gra w szachy z gołębiem
nieważne jak dobrze zagrasz - gołąb i tak poprzewraca figury, narobi na szachownicę i jeszcze będzie dumny z wygranej "
demotywatory.pl
Avatar użytkownika
jasne
 
Posty: 765
Dołączył(a): 06 mar 2011, 13:21
Lokalizacja: Podkarpackie
Podziękował : 100 razy
Otrzymał podziękowań: 302 razy
Ranking: 2000
kurnik.pl: piwojasne

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez MaurycyHawran » 29 mar 2011, 21:02

Nie wiem jak daleko zaszedłeś w szachach i co napędza cię do tego, aby stale trenować i być coraz silniejszym graczem.

Jak gram chętnie pokażę w szachowej lidze mistrzów. Nie jestem z poziomu zadowolony, ale też czuję że wstydzić się bardzo nie muszę. Ale chcę grać lepiej i to mnie motywuje. Do jakiego poziomu? Nie wiem. Ale nogi z gazu nie zdejmę, najwyżej drogę będę rozkładał na dłuższe odcinki.
szachy NIE MUSZĄ być wiecznym ściganiem się oraz stałym podnoszeniem poziomu.

Nie muszą, ale granie w szachy to nie obowiązek, więc dlaczego takie negatywne konotacje? Można to robić dla siebie, albo by wygrywać albo by komuś przekazać kiedyś wiedzę. Lepiej mieć jej więcej niż mniej.
W końcu szachy nie są JEDYNYM narzędziem dzięki którym się rozwijamy, mylę się?


Nie są. ale jeśli lubimy w nie grać, to odwdzięczmy się figurkom i przestawiajmy je dokładniej. Jak mamy suwać bez sensu, to faktycznie lepiej np. zagrać w ping-ponga. To lepsze dla zdrowia.

Wspomniałeś o wymogach, by wspinać się wyżej. Ale właśnie to moim zdaniem winno mobilizować. zaszedłem wysoko, więc mogę jeszcze wyżej. Nie zatrzymywać się, mimo że już widok ładny z obecnej perspektywy. Na górze jeszcze piękniejszy.
Elo 1900, gram na 1600
MaurycyHawran
 
Posty: 407
Dołączył(a): 10 mar 2011, 19:37
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 22 razy
Ranking: 1800
kurnik.pl: MaurycyHawran

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez MaurycyHawran » 29 mar 2011, 21:05

piwojasne napisał(a):
MaurycyHawran napisał(a):A to trzeba od razu pedantem być? Wystarczy właściwe podejście. Mi byle jak nie sprawia przyjemności, bo zwyczajnie czuję że nie osiągam tyle ile powinienem. A to już wtedy wyłącznie moja wina.


co kto woli, idąc tym tokiem rozumowania bez stałych treningów i podnoszenia umiejętności nie zagrałbym w piłke na podwórku.


To różnica w priorytetach. Kiedyś trenowałem koszykówkę,ale spasowałem. I gram już tylko rekreacyjnie, dla zdrowia. Dlaczego? Przestała mnie pociągać, nie ma już dla mnie takiej wagi. A szachy mają - prawdziwy strzał w dziesiątkę. Ty traktujesz szachy jak ja kosza i już. Tyle że ja chciałbym być lepszy w koszykówkę. Nie będę, bo wybrałem szachy.
Ale dotychczas rozmawiano w kontekście, że "po co walić głową w mur", a nie w kwestii ważniejszych priorytetów. To zupełnie inna dyskusja.
Elo 1900, gram na 1600
MaurycyHawran
 
Posty: 407
Dołączył(a): 10 mar 2011, 19:37
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 22 razy
Ranking: 1800
kurnik.pl: MaurycyHawran

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez jasne » 29 mar 2011, 21:21

Zapewnie to sprawa priorytetu ja na przykład lubię siąśc wiecziorem z piwkiem przy kompie i pograć na 3 pomimo że podstawiam i widze że poziom nie podnosi ale kolokwialnie mówic zwisa mi to co ktoś myśli ja lubie tak jak jest .
Nie przechwalam się jakim samochodem jeżdzę, gdzie spędam wakacje i ile razy w roku wyeżdzam na wczasy to tak samo moja sprawa jak moja gra w szachy :)) Rozumiem jednak że dla niektórych szachy mogą być substytytem sukcesów życiowych czy pozycji społecznej ale znów wracamy iż jest to tak samo jak wszelkich innych dyscyplinach sportu, aha a Janusz Homątek miał rekord w podbijaniu piłki i występował w tv ale co z tego wynika oprócz tego że zarobił parę groszy. Nie mówimy o tych którzy traktują szachy zawodowo. Jak kogoś szachy nie cieszą to wspólczuję,tacy wcześniej czy póżniej odejdą bo z róznych powodów zawsze dojdą do ściany której nie przeskoczą a ich ambicja lub ego tego nie wytrzyma lecz ci nie kochają gry a tylko rywalizację.
Ostatnio edytowany przez jasne, 29 mar 2011, 21:33, edytowano w sumie 1 raz
"kłótnia z idiotą jest jak gra w szachy z gołębiem
nieważne jak dobrze zagrasz - gołąb i tak poprzewraca figury, narobi na szachownicę i jeszcze będzie dumny z wygranej "
demotywatory.pl
Avatar użytkownika
jasne
 
Posty: 765
Dołączył(a): 06 mar 2011, 13:21
Lokalizacja: Podkarpackie
Podziękował : 100 razy
Otrzymał podziękowań: 302 razy
Ranking: 2000
kurnik.pl: piwojasne

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez ŁowcaAndroidów » 29 mar 2011, 21:33

piwojasne napisał(a):Zapewnie to sprawa priorytetu ja na przykład lubię wsiąśc wiecziorem z piwkiem przy kompie i pograć na 3 pomimo że podstawiam i widze że poziom nie podnosi ale kolokwialnie mówic zwisa mi to co ktoś myśli ja lubie tak jak jest .


I dlatego jesteś kolego w moim klanie!! :)
"Jednym z najważniejszych elementów współczesnej strategii jest ograniczenie działania jednej z lekkich figur przeciwnika" A.K.
Avatar użytkownika
ŁowcaAndroidów
Moderator
 
Posty: 4007
Wiek: 31
Dołączył(a): 13 sie 2010, 19:50
Podziękował : 301 razy
Otrzymał podziękowań: 527 razy
Ranking: 2286

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez redjok » 29 mar 2011, 22:12

Temat ewoluuje w kierunku przyjemności płynącej z gry a opowiem wam o porażce poprzez sukces.

Jeden ze znajomych szachistów opowiedział mi o sowjej szachowej drodze,

mówi:
- po osiągnięciu poziomu kandydata nie czuję zadowolenia z gry i wpędza mnie to w zły nastrój

odpowiadam:
- jak to ? przecież to sukces ! jeszcze kilka lat temu grywałeś jako jedynka a teraz jesteś graczem że ho ho

- ha co z tego, w klubie graliśmy stałą grupą 10-12 osobową w takim składzie że każdy mógł wygrać (z każdym) turniej a decydowała o tym dyspozycja dnia i caissa. W turnieju walczyłem jak lew, emocje były ogromne i była wspaniała rywalizacja.

pytam:
- no jak to teraz musi być ciekawiej ! wszedłeś na wyższy poziom to i zadowolenie z gry musi być większe

odpowiada:
- wcale nie, teraz jestem faworytem, nie muszę walczyć jak lew bo zwycięstwa przychodza mi łatwo i nie dają tyle radości a ambicje i chęć wygrania zastąpił strach przed porażką :(

- to pewnie musisz poszukać sobie graczy na swoim poziomie

- na to się zanosi :( szkoda mi tych wspaniałych klubowych turniejów, dawały tyle radości z gry wolałbym dalej grać jak jedynka i cieszyć się jak moi koledzy z ładnych zwycięstw. Teraz to cieszę się jak nie przegram bo moje porażki są uznawane jako sensacja w klubie T_T
Avatar użytkownika
redjok
Administrator
 
Posty: 3801
Wiek: 37
Dołączył(a): 09 wrz 2006, 16:52
Lokalizacja: Przeworsk
Podziękował : 384 razy
Otrzymał podziękowań: 463 razy
Ranking: 1800
kurnik.pl: redjok
FICS: redjok

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez lk85 » 29 mar 2011, 23:52

No cóż demonie, zostałeś sprowadzony na ziemię błyskawicznie. Od razu ze "szczytu"(sprawieniu kilku niespodzianek i dość regularne ogrywanie niżej notowanych) spadłeś na "dno"(regularne tracenie punktów z zawodnikami z dużo niższym rankingiem). Sądziłeś, że zrobiłeś stały postęp, a tu się okazuje, że tak nie było. Jest różnica między trwałym postępem szachowym a zwykłą, chwilową zwyżką formy i tego nie rozumiałeś, a może dalej nie rozumiesz. Wyglądało to tak:
1. Ze mną "wygrałeś" 3,5-2,5(nie roztrząsajmy po raz kolejny okoliczności, bo znowu skończy się to awanturą i wyzwiskami), więc od razu uznałeś, że jesteś lepszy, choć elo, wcześniejsze nasze potyczki oraz wyniki ze wspólnymi przeciwnikami były wyraźnie na moją korzyść, więc trochę się dziwię, że ten jeden punkt przewagi w meczu(nawet jakbyś grał wszystkie partie fair) już dodał Ci pewności, że grasz lepiej niż ja.
2. Na sąsiednim forum zająłeś czwarte miejsce w powolniaku i sprawiłeś kilka ładnych niespodzianek jak np. remis z maxumem. Oczywiście nie raz się tym pochwaliłeś i uwierzyłeś(a nawet gdzieś to napisałeś), że teraz z pewnością będzie podobnie, a może nawet lepiej. Nowy powolniak pokazuje jednak co innego, przynajmniej póki co tak jest.

Po prostu nie odróżniałeś/nie odróżniasz bycia lepszym od takich pojęć jak:
1. Chwilowa, lepsza lub gorsza dyspozycja.
2. Szczęście lub brak szczęścia.

To jest trochę tak jakby gracz ze 2 razy wygrał w kasynie i się chwalił, że znalazł sposób by oskubać kasyno, jednak matematyka jest bezwzględna i w dłuższym okresie czas zawsze przegra.
lk85
 
Posty: 460
Dołączył(a): 10 maja 2007, 21:23
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 8 razy

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez demon_szybkosci » 30 mar 2011, 00:25

Tu chyba się nie rozumiemy. Nie znalazłem sposobu by "oskubać kasyno", lecz by "regularnie zarabiać niskie stawki nie tracąc na tym więcej niż zarabiam". To, że gram na poziomie 1800-1900 nie jest dla mnie niczym dziwnym, tylko kwestią tego, że na maksymalnej koncentracji jestem w stanie rozgrywać dobre partie. Zrezygnowałem nie dlatego, że grałem za słabo, lecz dlatego, że nie byłem (nie jestem) w stanie zaangażować się w systematyczny, wytrwały i długoterminowy (2-3 lata) trening. Gdybył potrafił pracować nad szachami i był w stanie, to bym grał nadal i ścigał wyniki i kategorie (nie w realu, ale to mi nie przeszkadzało).

Gdybym potrafił systematycznie pracować nad szachami, to NA PEWNO byłoby lepiej. Niemniej nie jestem w stanie, więc podziękowałem sobie za to. Nie chcę oszukiwać siebie (i innych), że zrobię postęp skoro od kilku lat zrobiłem tyle co inni zwykle robią w 10-14 dni treningu. To nie ma dla mnie sensu.

Nawet jeśli nie miałem trwałego postępu, lecz "chwilową zwyżkę formy", to pokazałem i udowodniłem sobie, że przy maksymalnej koncentracji potrafię zagrać na poziomie 2000-2100. Oczywiście nie za każdym razem, ale przynajmniej 1/20 partii. To dla mnie wystarczający dowód, że gdybym potrafił ćwiczyć to bym doszedł do poziomu 2100 ELO (w ciągu 3-5 lat).

Z tym sprowadzeniem na ziemię, to nie błyskawicznie. Dopiero po 4-5 latach przekonałem się, że nie jestem w stanie robić czegoś w co wierzyłem, że jestem w stanie. Niespodzianki były POTWIERDZENIEM potencjału, lecz brakło silnej woli oraz charakteru. Ale myślę, że to nawet lepiej, bo poważna praca szachowa wymaga czasu, zaangażowania oraz dużego wysiłku. Mnie na to nie stać, więc się więcej w to nie pcham.

PS. Idąc twoim tokiem rozumowania można byłoby powiedzieć, że Kasparow miał "chwilową" 20-letnią wzwyżkę formy, więc był "jednym z najlepszych". Oczywiście znowu się pojawia kwestia tego jak definiujesz trwały postęp i jakie ma zawierać elementy konieczne.
demon_szybkosci
 

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez lk85 » 30 mar 2011, 02:20

demon_szybkosci napisał(a):Nawet jeśli nie miałem trwałego postępu, lecz "chwilową zwyżkę formy", to pokazałem i udowodniłem sobie, że przy maksymalnej koncentracji potrafię zagrać na poziomie 2000-2100. Oczywiście nie za każdym razem, ale przynajmniej 1/20 partii. To dla mnie wystarczający dowód, że gdybym potrafił ćwiczyć to bym doszedł do poziomu 2100 ELO (w ciągu 3-5 lat).


Przy rankingu 1800 1/20 partii zagrane na poziomie 2000-2100 to słabiutko. Policz sobie na kalkulatorze elo ile pkt. na 20 możliwych powinien zdobyć szachista mający 1800, aby wyjść "na zero".
To jest przecież logiczne, że KAŻDY szachista często gra powyżej swojego poziomu, ale też nierzadko poniżej. Ty wspomniałeś tylko o niespodziankach in plus, a gdzie niespodzianki in minus?
Czy byś zrobił przy systematycznym treningu 2100 elo? Trudno powiedzieć, zależy na ile by "fabryka pozwoliła".

demon_szybkosci napisał(a):To, że gram na poziomie 1800-1900 nie jest dla mnie niczym dziwnym


Kilka ostatnich występów w realu potwierdziło, że raczej jest to przedział 1700-1800 i to optymistycznie patrząc... Marcinos z sąsiedniego forum ma chyba poniżej 1900, a gra jednak lepiej niż Ty i ogólnie dzisiejsze 1900 jest już naprawdę mocnym rankingiem. Jest dość duża różnica między 1900 dziś, a np. 5 lat temu.

demon_szybkosci napisał(a):Gdybym potrafił systematycznie pracować nad szachami, to NA PEWNO byłoby lepiej. Niemniej nie jestem w stanie, więc podziękowałem sobie za to. Nie chcę oszukiwać siebie (i innych), że zrobię postęp skoro od kilku lat zrobiłem tyle co inni zwykle robią w 10-14 dni treningu. To nie ma dla mnie sensu.


Wiadomo, że grałbyś lepiej a o ile to trudno powiedzieć.

demon_szybkosci napisał(a):Niespodzianki były POTWIERDZENIEM potencjału


Niespodzianki in plus tak, ale nie zapominaj, że jednak więcej było tych niespodzianek in minus...

demon_szybkosci napisał(a):PS. Idąc twoim tokiem rozumowania można byłoby powiedzieć, że Kasparow miał "chwilową" 20-letnią wzwyżkę formy, więc był "jednym z najlepszych". Oczywiście znowu się pojawia kwestia tego jak definiujesz trwały postęp i jakie ma zawierać elementy konieczne.


Kompletnie nie rozumiem tego porównania. Kasparow przez wiele lat był w ścisłej światowej czołówce, grał na stałym poziomie, więc te jego ok. 2800 to była jego stała siła gry, a nie chwilowa dobra forma...

Na koniec dam 3 przykłady krótkich występów trzech zawodników z rankingiem powiedzmy 1800:

1. wygrane: 2000, 2000 przegrane: 1600, 1600
2. wygrane: 1800, 1800 przegrane: 1800, 1800
3. wygrane: 1600, 1600 przegrane: 2000, 2000

Po tym co napisałeś można wywnioskować, że zawodnik numer 1 jest najlepszy i że ma największy potencjał, bo przecież ograł dwóch zawodników z rankingiem 2000... Dlaczego więc jego uzyskany ranking jest taki sam jak tych dwóch pozostałych?
lk85
 
Posty: 460
Dołączył(a): 10 maja 2007, 21:23
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 8 razy

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez pyetrek » 30 mar 2011, 06:40

Wydaje mi się, że dyskusja za bardzo koncentruje się na pracowitości, treningu i udziale w turniejach jako elementach mających wpływ na poziom gry . Zapominacie natomiast o talencie i pewnych genetycznych uwarunkowaniach. Nie jest przecież tajemnicą ,ze komplet genów z jakim przychodzimy na świat ma potem nie tylko wpływ na nasz szachowy progres ale również na efektywność treningu. Ja np. nie mam talentu szachowego dlatego też dałem sobie spokój z treningiem i czerpie jedynie przyjemność z samej gry. :-)
Ty Demonie jeśli przerobiłeś te wszystkie zadanie szachowe o których pisałeś i poświęciłeś tyle godzin na trening powinieneś już być co najmniej KM ale nim nie jesteś ponieważ nie jesteś ulepiony z gliny szachowej. Zapewniam Cię, że są goście ,którzy nigdy nawet nie słyszeli o książkach ,które ty przeorałeś, a jedynym ich treningiem jest klepanie partii na kurniku. Ci ludzie mogliby Cię kroić przy desce (szachowej oczywista :-P ) na wszystkie strony :? i nie tylko Ciebie ale wielu innych szachistów pracowitych aczkolwiek bez talentu.
Oczywiście ostateczny sukces szachowy to kompozycja tych przypraw :-P
Ostatnio edytowany przez pyetrek, 30 mar 2011, 07:24, edytowano w sumie 1 raz
Avatar użytkownika
pyetrek
 
Posty: 737
Dołączył(a): 15 paź 2006, 14:49
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 2 razy

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Trening szachowy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości



REKLAMA

Gdy masz problemy z matma czasami najlepszym rozwiazaniem sa Korepetycje z Matematyki
Zadania Szachowe