Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Moderator: Rafcik

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez ŁowcaAndroidów » 08 kwi 2011, 05:38

Przygotowanie to podstawa :)
Swoją drogą na ile zawodników była ta symultana?
"Jednym z najważniejszych elementów współczesnej strategii jest ograniczenie działania jednej z lekkich figur przeciwnika" A.K.
Avatar użytkownika
ŁowcaAndroidów
Moderator
 
Posty: 4012
Wiek: 31
Dołączył(a): 13 sie 2010, 19:50
Podziękował : 301 razy
Otrzymał podziękowań: 529 razy
Ranking: 2286

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez epilogue » 08 kwi 2011, 16:54

Nie ma co tak ekscytować. Wygrał i chwała mu za to ale czy to jest powód do robienia z tego takiej sensacji ??. Często z dzieci robi się gwiazdy wróżąc im światową karierę i tytuł mistrza świata a minimum top 10 na swiecie - ostatni przykład Jas Duda wychwalany przez PZszach. Podobnie było np ze Strzemieckim - ekscytowano sie jego pierwszym zwyciestwem nad GM, a gdzie jest teraz ?? grzeje ławkę rezerwowych w Polsce, o świecie nie wspominając. :) Takie ekscytowanie sie jedyne co daje to pranie mózgu w wieku kiedy najważnieszy jest spokój i praca :)
Avatar użytkownika
epilogue
 
Posty: 301
Dołączył(a): 22 lip 2009, 09:43
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 23 razy

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez sitta » 10 kwi 2011, 18:57

Myślę że to zła decyzja. Kasparov też odszedł, ale mógł jeszcze grać. Anand zaś powiedział że nigdy nie przestanie grać, będzie grał dopóki zdrowie mu pozwoli i za to brawa dla tego pana - nie wymiękł. Osobiście nie jestem jakimś super szachistą, nie mam zbyt wiele czasu ani na samą grę, ani na trening. Ubolewam z tego powodu. Gdybym miał choć odrobinę czasu z pewnością wybrałbym się na jakiegoś "klasyka".
Avatar użytkownika
sitta
 
Posty: 27
Wiek: 36
Dołączył(a): 20 gru 2010, 21:49
Lokalizacja: Schijndel
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Ranking: 1781
kurnik.pl: sitta

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez kolokwium » 12 kwi 2011, 06:36

epilogue napisał(a):Często z dzieci robi się gwiazdy wróżąc im światową karierę i tytuł mistrza świata a minimum top 10 na swiecie - ostatni przykład Jas Duda wychwalany przez PZszach. Podobnie było np ze Strzemieckim - ekscytowano sie jego pierwszym zwyciestwem nad GM, a gdzie jest teraz ?? grzeje ławkę rezerwowych w Polsce, o świecie nie wspominając. :) Takie ekscytowanie sie jedyne co daje to pranie mózgu w wieku kiedy najważnieszy jest spokój i praca :)
Również przeszkadza stałe uważanie zawodników za dzieci. Przykładem może być Grzegorz Filipowski, który dla mediów i trenerki zawsze był Grzesiem (nawet gdy miał ponad 20 lat).
Kiedyś grałem dla kategorii, teraz dla przyjemności; sędzia szachowy FA Tomasz Ptaszyński mój blog
ObrazekPiszę poprawnie po polsku.
Avatar użytkownika
kolokwium
Moderator
 
Posty: 8844
Wiek: 52
Dołączył(a): 04 wrz 2006, 22:11
Lokalizacja: www.ChessArbiter.org
Podziękował : 1885 razy
Otrzymał podziękowań: 2077 razy
Ranking: 0
kurnik.pl: tpp
FICS: tepepe

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez pyetrek » 12 kwi 2011, 08:27

Jeśli chodzi o Jasia Dudę to ma dopiero 13 lat. Gdy będzie miał 20 i nie zdobędzie tytułu arcymistrza to będziemy mogli mówić o zmarnowanym talencie póki co ,chłopak rozwija się prawidłowo pod względem szachowym.
Avatar użytkownika
pyetrek
 
Posty: 737
Dołączył(a): 15 paź 2006, 14:49
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 2 razy

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez epilogue » 12 kwi 2011, 19:22

Problem nie jest w tym czy sie rozwija tylko w tym czy będzie sie dalej rozwijał i czy propaganda sukcesu robiona przez PZSzach jest mu potrzebna ?? Co do symultany to chyba Anand nie potraktował jej poważnie chociaż jako mistrz świata powinien. Robienie z tego sensacji w oczach laików faktycznie może prowadzić do bardzo nie fortunnych porównań ze szachy sa jak gra w chińczyka - na kogo wypadnie na tego bęc - każdy moze wygrac z kazdym, dzieło przypadku.
Avatar użytkownika
epilogue
 
Posty: 301
Dołączył(a): 22 lip 2009, 09:43
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 23 razy

Re:

Postprzez RA-V » 24 kwi 2017, 22:55

TheShadow napisał(a):Też zrezygnowałem z szachów.
Zacząłem z nimi przygodę w wieku 7 lat, a zakończyłem mając 11.
Miałem liczne osiągnięcia na arenie ogólnopolskiej, jednak znudziły mi się, nie miałem ochoty, jako że na siłę tego nie robiłem to nie miałem zamiaru i skończyłem.
Teraz mam 17 lat, niedługo 18 i od kilku tygodniu gram sobie na kurniku, czytam różne artykuły, śledzę postępy starych znajomych, część z nich ma tytuły arcymistrzowskie i wiele medali na arenie europejskiej.
Wiem, że czasu się nie cofnie więc nie zamartwiam się faktem że mogłem grać i miałbym teraz przynajmniej jak większość znajomych +2400 ranking.
Na karierę szans nie mam już, doskonale wiem o tym, jednak dla przyjemności chętnie zagram z nowymi znajomymi, na moim poziomie :)

Po tym poście ludzie go skrytykowali że na 99% nie osiągnął by takiego poziomu. Ja akurat wierzę że dałby radę bo jak to jeden z byłych reprezentantów Polski w piłce nożnej powiedział - w młodości było wielu piłkarzy lepszych od niego ale to co go wyróżnia od nich to wytrwałość bo inni po prostu porzucili ten sport na rzecz dziewczyn czy imprez a on grał dalej.
Nie wydaje mi się że kolejne 6-7 lat kontynuowania pracy nad szachami nie wpłynęły korzystnie na rozwój osoby którą cytowałem tym bardziej zważywszy na jego wiek.
Nie musi być drugim Fisherem czy Kasparovem, może po prostu być silną postacią w Polsce gdyby kontynuował swą grę w wieku np. 24-28 lat i dalej starał się rozwijać.
RA-V
 
Posty: 8
Dołączył(a): 08 sty 2017, 14:58
Podziękował : 9 razy
Otrzymał podziękowań: 5 razy
Ranking: 1435

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez kolokwium » 24 kwi 2017, 23:13

pyetrek napisał(a):Jeśli chodzi o Jasia Dudę to ma dopiero 13 lat. Gdy będzie miał 20 i nie zdobędzie tytułu arcymistrza to będziemy mogli mówić o zmarnowanym talencie póki co ,chłopak rozwija się prawidłowo pod względem szachowym.
Jan-Krzysztof nie ma jeszcze 20 lat, jednak od 3 i pół roku jest arcymistrzem.
Kiedyś grałem dla kategorii, teraz dla przyjemności; sędzia szachowy FA Tomasz Ptaszyński mój blog
ObrazekPiszę poprawnie po polsku.
Avatar użytkownika
kolokwium
Moderator
 
Posty: 8844
Wiek: 52
Dołączył(a): 04 wrz 2006, 22:11
Lokalizacja: www.ChessArbiter.org
Podziękował : 1885 razy
Otrzymał podziękowań: 2077 razy
Ranking: 0
kurnik.pl: tpp
FICS: tepepe

Re: Re:

Postprzez rutra » 24 kwi 2017, 23:38

RA-V napisał(a):Po tym poście ludzie go skrytykowali że na 99% nie osiągnął by takiego poziomu. Ja akurat wierzę że dałby radę bo jak to jeden z byłych reprezentantów Polski w piłce nożnej powiedział - w młodości było wielu piłkarzy lepszych od niego ale to co go wyróżnia od nich to wytrwałość bo inni po prostu porzucili ten sport na rzecz dziewczyn czy imprez a on grał dalej.
Nie wydaje mi się że kolejne 6-7 lat kontynuowania pracy nad szachami nie wpłynęły korzystnie na rozwój osoby którą cytowałem tym bardziej zważywszy na jego wiek.
Nie musi być drugim Fisherem czy Kasparovem, może po prostu być silną postacią w Polsce gdyby kontynuował swą grę w wieku np. 24-28 lat i dalej starał się rozwijać.


Gdyby któryś z moich znajomych z kółka szachowego (na które chodziłem w 2-3 klasie podstawówki) mający wtedy II kategorie powiedziałby, że gdyby grał tyle lat co ja miałby przynajmniej 2200 odpowiedziałbym, że też bym tyle miał gdybym odpowiednio trenował. Jest wielu zawodników, którzy grają wiele lat, a zatrzymali się na poziomie II kategorii.

Kiedy chodziłem na kółko szachowe w podstawówce wielu zawodników pojechało na mistrzostwa Polski juniorów. Znalazłem wyniki turnieju w mojej miejscowości z 2004 roku i z samych szkół podstawowych było około 35 osób. Dziś z tamtej grupy tylko ja gram w turniejach szachowych, a większość pewnie nawet przez internet nie gra.

Parę lat temu spotkałem kolegę studiującego na sąsiednim wydziale, który na kółku szachowym w podstawówce był jednym z lepszych zawodników. Kiedy powiedziałem, że właśnie jadę na partie turnieju szachowego powiedział, że przestał grać grać w szachy w gimnazjum (jeszcze raz w liceum zagrał w turnieju drużynowym), bo pan z kółka szachowego go czymś zdenerwował. Z kolei inny kolega (zawsze grał na niższym poziomie na turnieju, tylko raz mnie wyprzedził o 0,5pkt) stwierdził, że chyba już nie byłby w stanie przewidzieć wielu ruchów.

Co do cytowanego zawodnika ktokolwiek to jest - zabrakło mu jak ja to mówię "talentu" (pracowitości) i jak większość zrezygnował w młodym wieku.

To, że ktoś zaczyna (wznawia) "karierę" w wieku 17 czy nawet dwudziestu paru lat nie oznacza, że nie może grać, bo nie będzie mistrzem świata. Spokojnie odpowiednią pracą da się dojść do II kategorii i grać w fajnych turniejach (czasem urwać punkty silniejszym zawodnikom). A jak nie to można zwiedzić kawałek Europy (i świata) przy okazji grając rekreacyjne.

Co do autora tematu założonego 8 lat temu - miło było się spotkać kilka dni temu na turnieju oraz zagrać partie 3-4 lata temu w turniejach. ;D

PS. Ja też gdybym odpowiednio trenował, odpowiednio dużo z odpowiednim trenerem to bym miał wysoki poziom w dowolnej dyscyplinie sportowej. ;) Tylko akurat nie miałem możliwości jeździć po turniejach jako junior, może dlatego szachy nie zdążyły mi się znudzić.
I kategoria (1650/1668/1655), I klasa sędziowska
Avatar użytkownika
rutra
 
Posty: 6511
Wiek: 24
Dołączył(a): 14 maja 2009, 13:51
Lokalizacja: Leżajsk
Podziękował : 1545 razy
Otrzymał podziękowań: 1831 razy
Ranking: 1683

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez rutra » 25 kwi 2017, 00:22

thinkerteacher napisał(a):Za 1,5 - 2 lub 2,5 roku spotkasz się z autorem na turnieju szachów klasycznych, więc lepiej szlifuj formę.


Za 1,5-2 lub 2,5 roku autora tematu będę ogrywał w symultanie będąc symultanistą. :jupi:
I kategoria (1650/1668/1655), I klasa sędziowska
Avatar użytkownika
rutra
 
Posty: 6511
Wiek: 24
Dołączył(a): 14 maja 2009, 13:51
Lokalizacja: Leżajsk
Podziękował : 1545 razy
Otrzymał podziękowań: 1831 razy
Ranking: 1683

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez rutra » 27 kwi 2017, 02:33

Zauważyłem, że wiele osób rezygnuje z szachów, bo:
a) nie osiągają oczekiwanych rezultatów
b) nie mają jak trenować (brak trenera, brak pomysłu na trening)
c) nie mają czasu, bo się uczą ;)
-dużo osób rezygnuje po podstawówce, gimnazjum, szkole średniej, studiach, chociaż po studiach też dużo osób wraca do gry

Najbardziej szkoda mi osób, które mogłyby wiele osiągnąć, ale brakuje im elementarnej wiedzy i nie mają skąd jej nabyć, a także osób, które rezygnują, bo nie mają możliwości gry w turniejach oraz osób, które nie chcą wrócić do szachów, gdyż kiedyś grały dobrze i nie wierzę, że kiedykolwiek mogą się zbliżyć do swojego najlepszego poziomu gry.

&&&

Postanowiłem zamieścić trochę dłuższy wpis. Głównie piszę o tym jak chciałem zrezygnować z szachów i jak doszedłem do tego, że gram dalej mimo zdarzających się bardzo słabych turniejów (jak np. ten w Kolbuszowej pod koniec ubiegłego roku).

&&&

Mnie w szachy nauczył grać mój tata gdy miałem 5 lat. Chodziłem rok na kółko szachowe, pamiętam tylko, że wymyśliłem sobie plan 1. d4 2. Bf4 3. Nc3 4. Nb5 5. Nxc7+ (podobnie czarnymi) czasem niektórzy się na to nabierali. Później jednak przez 3 lata zapomniałem o szachach i zapewne nigdy więcej bym w nie nie grał, gdyby nie fakt, że moja szkoła wzięła udział w zawodach szkolnych. Przy okazji dowiedziałem się o kółku szachowym w innej szkole, na które chodziłem w 3-4 klasie podstawówki (na tym kółku tylko graliśmy partie P'15 i czasem rozwiązywaliśmy dwuchodówki, podstawowych matów sam się nauczyłem widząc jak przeciwnicy matują). W pewnym momencie praktycznie przestałem grać w szachy - chodziłem co pół roku na turnieje P'15 w mojej miejscowości i przed tymi turniejami grałem na kurniku partie P'15 (internet miałem od 4. klasy podstawówki). Później jednak zrezygnowałem z szachów, bo... miałem za dużo nauki :lol2: (genialna wymówka). Ponadto denerwował mnie brak postępów, a w pewnym momencie nawet zaczęły ze mną wygrywać osoby, które wcześniej bez trudu ogrywałem. Moim celem było zdobycie nagrody w kategorii wiekowej - turnieje odbywały się w jednej dużej grupie, nagrody w kategoriach wiekowych. Niestety dwukrotnie miałem pecha zajmując 7. miejsce (nagrody do 6. miejsca). Raz pamiętam jak w 5. klasie zremisowałem w ostatniej rundzie końcówkę K+S+G vs K (pomijam już fakt, że wcale nie musiałem do tej końcówki przechodzić mając przewagę). Mój przeciwnik zajął 5. miejsce w grupie, ja byłem 7. przegrywając punktacją pomocniczą (wygrana w ostatniej rundzie dawałaby mi 4. miejsce). W 1. gimnazjum zapytałem kolegi kiedy jest turniej w jego byłej szkole, miałem wziąć udział w turnieju mikołajkowym, ale stwierdziłem, że to nie ma sensu, bo długo nie grałem, więc sobie odpuściłem.

W 2. gimnazjum postanowiłem po 1,5 rocznej przerwie wrócić do gry królewskiej. Pierwszy turniej chciałem potraktować tak rekreacyjnie, bo długo nie grałem, a przygotować się do następnego (który odbył się pół roku później). Paradoksalnie w tym pierwszym turnieju zagrałem lepiej (najlepszy wynik spośród uczniów z mojej szkoły) niż w drugim. Zacząłem też chodzić na kółko szachowe (tu też tylko graliśmy partie P'15 i raz mieliśmy wykład o opozycji - chociaż nic z niego nie zrozumiałem). Na zawodach powiatowych w podstawówce nie zmieściłem się nawet do pierwszej dziesiątki. Z kolei w mojej szkole uważałem się za 2. zawodnika i myślałem, że w gimnazjum będę w okolicach 20. miejsca (większość zawodników była ze szkoły, w której odbywało się kółko szachowe). Gdy przyszedłem na kółko szachowe w gimnazjum okazało się, że już prawie nikt nie gra w szachy, z grupy około 30 osób z kółka szachowego zostało kilka osób, których pokonywałem (paradoksalnie większość osób z mojej byłej szkoły - gdzie nie było kółka szachowego). W tamtych czasach dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak forum internetowe, na którym można porozmawiać z ludźmi na te same interesujące nas tematy. Tak trafiłem na forum szachista.com i byłem tam dosyć długo, jednak przeniosłem się tu z uwagi na złą atmosferę na tamtym forum (nie ważne co napisał rutra, ważne, że to on napisał, więc na pewno źle, trzeba go skrytykować). Kiedy czytałem posty niejakiego "demona_szybkosci" nie rozumiałem dlaczego rezygnuje z szachów. Być może za wysoko sobie zawiesił poprzeczkę, ale żeby od razu rezygnować... Postanowiłem, że ja nie zrezygnuje. Niestety dopóki nie byłem pełnoletni grałem głównie w turniejach w mojej miejscowości (pojedyncze turnieje w sąsiednich miejscowościach, rozgrywki szkolne, jeden wyjazd na Ukrainę z kółka szachowego). Udało mi się trochę poznać poznać podstaw gry - głównie końcówki, do tego rozwiązywałem masę kombinacji na chesstempo.

***

Trochę czasu minęło zanim zagrałem w pierwszym poważniejszym turnieju, być może dlatego szachy nie zdążyły mi się znudzić, chociaż miałem zamiar to rzucić.

W 2011r. wybrałem się na turniej do Rudnika (mój pierwszy turniej klasyczny). Dosyć dobrze mi szło w turniejach szybkich - w grudniu 2010r. zająłem 30. miejsce w klasyfikacji generalnej na ponad 200 osób. Byłem chyba najlepszym zawodnikiem poniżej II kategorii. Akurat zmieniały się wtedy przepisy - ranking PZSzach nie zależał już od FIDE tylko od kategorii. Dodatkowo wcześniej turniej B w Rudniku był dla zawodników elo poniżej 1800, tym razem decydował ranking wyższy (elo lub ranking PZSzach). Automatycznie wszystkie II kategorie (w przypadku kobiet I) zostały przeniesione do grupy A co wzbudziło wiele kontrowersji. Pomyślałem, że bez trudu wygram grupę B, bo przecież w turniejach szybkich często zajmuje wyższe miejsca niż III kategorie. Szybko zostałem sprowadzony na Ziemię przegrywając w 1. rundzie z IV kategorią (przeciwnik grał na wyższym poziomie, tylko chyba nie grał wcześniej w turniejach klasycznych). Dodatkowo byłem bezradny, bo w szachach szybkich to jakoś szło, a w klasycznych przeciwnicy popełniali mniej błędów, za to ja miałem duże braki w układaniu planu gry. Turniej skończyłem na pechowym 7. miejscu (do 6. nagrody, w ostatniej rundzie mimo, że ustałem trudną końcówkę w ostatniej rundzie to 3 partie ułożyły się nie po mojej myśli). Później zagrałem w IV lidze, jednak w większości grałem z zawodnikami na poziomie II kategorii i zdobyłem tylko 1pkt/9 wygrywając gładko z III kategorią (na ostatni zjazd nie pojechałem, a drużyna cudem się utrzymała w lidze).

W 2012 roku trochę przystopowałem z szachami. Po maturze przez miesiąc przerabiałem książkę "Ciężkie figury w akcji". Dodatkowo dużo trenowałem, rozwiązywałem zadania. Moim celem było zdobycie II kategorii na turnieju w Rudniku. Tym razem zmieniły się zasady i grupa B była nie poniżej rankingu 1800, a do rankingu 1800, czyli II kategorie mogły zagrać. W 1. rundzie przegrałem przez słaby ruch w debiucie z II kategorią, ale już w 2. partii pokonałem zawodnika z II. W 3. trafiłem na II+ elo ponad 1600. Tu jednak nie było żadnego kombinowania, gry na remis, bo silny przeciwnik - trafiłem na prezesa mojego klubu (z którym wcześniej grałem chyba w zerówce na kółku szachowym). Miałem dodatkową motywację by wygrać partie. Kolega podał mi nick na kurniku i zacząłem szukać planu gry w przyjętym gambicie hetmańskim. Łatwo nie było, ale partie wygrałem. A potem zaliczyłem dwie roszady, zarówno długą jak i krótką. W 4. rundzie grałem z II elo ponad 1600. W debiucie byłem bardzo zaskoczony, bo najpierw zdobyłem jednego piona, później kombinacyjnie zdobyłem drugiego piona. Wtedy miałem takie dziwne myśli - co się dzieje? gram z samymi II/II+, mam 2/3, za chwilę będę miał 3/4. Normę można zdobyć z 7 rund i potrzeba przy tych rankingach 50%+0,5pkt, czyli wystarczy, że wygram którąś z kolejnych dwóch rund, a jeśli się nie uda to zawsze jest szansa na 4,5/8 lub 5/9. Myślałem, że partia wygra się sama, cofnąłem się do obrony, nie zrobiłem roszady, moja wieża nie grała, przeciwnik pokonał mnie doświadczeniem. Pomyślałem trudno, zdarza się nie zrealizować przewagi, ale nie ma się co załamywać i tak mam dobry wynik. W następnej rundzie grałem z II kategorią. W debiucie zdobyłem przewagę jakości (wieża za lekką). Wiele wysiłku kosztowało mnie odparcie gróźb matowych i udało się wybronić. Po jakiś dwóch godzinach mając "kompletnie" wygraną końcówkę (wieża i piony za gońca i piony) zbiłem zatrutego piona podstawiając wieżę (goniec związał króla z wieżą). Byłem na siebie wściekły i uważałem, że to bardzo niesprawiedliwe. Przed turniejem bardzo dużo trenowałem (m. in. taktyka), dzięki czemu dostawałem bardzo fajne pozycje, grałem dobrze, ale co z tego jak w tabeli wyników 0pkt - "wygraną" partie trzeba jeszcze wygrać. Jedyny plus tego taki, że się nauczyłem iż w tego typu pozycjach najlepiej ustawić króla i wieże na polach innego koloru niż kolor pól, po których porusza się goniec (szczególnie przydaje się to w niedoczasach). W kolejnej partii miałem pecha. Trafiłem na zawodnika, który do turnieju dołączył od 3. rundy (chyba chciał uzyskać ranking elo) i szedł dołem. Przeciwnik poświęcił wieże za piona. W następnym ruchu stworzył groźbę matową, a ja bez zastanowienia zagrałem g6 myśląc, że to jedyna obrona przed matem. Kiedy wrzuciłem partie na forum jeden z użytkowników napisał, że można było zamiast g6 zagrać Rfc8, mata by nie było (król ucieknie na f8), a ja zachowam sporą przewagę jakości. Gdy to przeczytałem nie wytrzymałem psychicznie. Właściwie w tym momencie mogłem zakończyć turniej, bo w kolejnych rundach nie mogłem się skupić, grałem szybko i bezmyślnie. Dopiero w ostatniej rundzie się zmobilizowałem, bo zawodniczka miała ranking elo (a więc partia miał wpływ na częściówkę) no i tak trochę wstyd przegrać z dziewczyną. Po turnieju miałem zamiar rzucać szachy, denerwowało mnie to, że mimo wysiłku jaki włożyłem w trening miesiąc przed turniejem tak słabo mi poszło.

Jako, że szedłem wtedy na studia do Krakowa postanowiłem spróbować raz jeszcze, zacząć trenować bez względu na wyniki. Myślałem o tym, że jak będę trenował i niczym się nie przejmował to kiedyś wyniki przyjdą same. Dodatkowo planowałem zapisać się do jakiegoś klubu szachowego w Krakowie, jednak zrezygnowałem z tego pomysłu słysząc, że zajęcia odbywają się w grupach i uczestniczą w nich głównie dzieci. Z doświadczenia (korepetycje z angielskiego) wiem, że więcej wyciągnę ucząc się 1 na 1 z nauczycielem niż będąc w grupie. Na pierwszym turnieju klasycznym, który trwał 3 miesiące (1 partia tygodniowo) zwyciężyłem, zdobyłem 10pkt/11 i uzyskałem upragnioną II kategorie. Było to dla mnie bardzo ważne (sam fakt posiadania II kategorii), bo chciałem w przyszłości zrobić kurs sędziowski, a do sędziowania oficjalnych turniejów potrzebna jest m. in. II kategoria. Pamiętam jak zajmowałem dosyć wysokie miejsca, nawet jeden pan na turnieju zapytał skąd ja się wziąłem - nigdy wcześniej nie grałem w Krakowie, pojawiłem się tak nagle i zacząłem wygrywać z II kategoriami (a czasem nawet z I). Przestałem jednak w pewnym momencie trenować, mało grałem (bardzo się przejmowałem studiami, gdyż mimo, że udało się wszystko zdać to czułem, że to nie są studia dla mnie, a nie chciałem mieć pretensji do siebie, że przez szachy zawalam studia). Na MMM 2014 w grupie B zająłem 23. miejsce mając 22. numer startowy, a więc tak w sam raz. Później na mem. Śliwy zyskałem kilka punktów do rankingu FIDE dzięki zwycięstwu z zawodnikiem 2000+. Ta wygrana była szczęśliwa, bo w przegranej końcówce przeciwnik po 3 godzinach gry nie zauważył widełek. Ale zysk rankingowy był.

Po sesji wybrałem się do Rudnika. Przed turniejem trochę trenowałem i mając 10. numer startowy liczyłem na miejsce w pierwszej szóstce. Niestety turniej kompletnie mi nie wyszedł. Mimo, że dobrze zacząłem (2,5/3) to po 2 porażkach z rzędu siadłem psychicznie i zacząłem blitzować. Pod koniec turnieju zacząłem grać normalnie jeśli chodzi o wykorzystanie czasu, ale wynik słaby. Postanowiłem raz jeszcze nie odpuszczać i zacząć trenować. Wynik z IV ligi przerósł moje oczekiwania. W pewnym momencie aż sam się siebie bałem :) Zdobywałem punkt za punktem (5/5), dopiero z dużo silniejszym zawodnikiem przegrałem. Później porażka z juniorem przez błąd w obronie francuskiej (swoją drogą nie lubiłem grać tego debiutu ze słabszymi zawodnikami), przegrałem jeszcze z II w obronie rosyjskiej. Mimo, że na ostatnim zjeździe forma spadła (0/4 + 1 pkt z pauzy w Puławach) w ostatniej rundzie pokonałem zawodnika I++. Był to ówcześnie mój najlepszy turniej. Uzyskałem ranking 1936 (wcześniej po turnieju, na którym zdobyłem II ani razu nie udało mi się osiągnąć min. 1800).
Mój debiut na Cracovii w grupie C nie był udany (45. miejsce przy 37. numerze startowym), po lidze liczyłem na więcej. Trochę mnie to zaczęło denerwować, że po treningu jest dobrze, jestem w formie, a gdy przestaję trenować to po pewnym czasie gram dużo gorzej. Dodatkowo nie mogłem się zmotywować do treningu. Postanowiłem, że odpuszczam trening, a w szachy będę grał tylko na zasadzie żeby sobie czasem gdzieś pograć dla rozrywki. Niestety w 2014r. nie miałem za bardzo możliwości gry. W Krakowie nie było prawie w ogóle otwartych turniejów (już nie chodzi mi o klasyczne, ale o szybkie). Na cykliczne turnieje w środku tygodnia nie miałem czasu, a w weekendy prawie nic nie było (jeden turniej pokrył mi się z biegiem w Częstochowie [w tamtym czasie dużo biegałem]).

Po długiej przerwie (przez 5 miesięcy zagrałem tylko w 2 turniejach szybkich) wziąłem udział w MMM 2015. Turniej miał dla mnie nietypowy przebieg - pokonałem zawodników z niższymi rankingami, przegrałem z zawodnikami z wyższymi rankingami, zdobyłem 5pkt/9 i 20. miejsce przy 30. numerze startowym, więc występ oceniałem pozytywnie. Do Rudnika miałem nie jechać (pojechałem z powodów nie związanych bezpośrednio z szachami), ale to nie miejsce na ten temat. Natomiast zmieniałem studia (przenosiłem się z Krakowa do Rzeszowa), a jako, że dużo przedmiotów miałem przepisanych (na 1. roku w Rzeszowie robiłem tylko różnice programowe) postanowiłem znowu raz jeszcze spróbować, zacząć trenować i grać. Myślałem, że po zmianie studiów nie będę miał tyle możliwości gry co w Krakowie, a było wprost przeciwnie. Na podkarpaciu turniejów szachowych (głównie szybkich) jest dosyć sporo (chyba więcej niż w małopolsce). Dodatkowo jeśli jest jakiś turniej w Krakowie to spokojnie mogę wyjechać z Rzeszowa o 7:00 (6, jeśli muszę być na 9), w drugą stronę nie było tak dobrze, musiałem przyjeżdżać na weekend do domu. Mimo przeciętnych wyników nie poddawałem się i w 2015 roku ustaliłem sobie kilka celów - zagrać 100 partii klasycznych w rok (brakło 1-2 turniejów), wziąć udział w turnieju za granicą, w kraju w którym nigdy wcześniej nie byłem. Przy okazji zrobiłem kurs sędziowski.

Pod koniec lutego wybrałem się turniej Mini Elo do Warszawy. Tempo P'50+10 do elo 1600. Moim głównym celem było zwycięstwo, miałem 2. numer startowy, a akurat zacząłem grać trochę lepiej. W 2. rundzie trafiłem na zawodniczkę II 1406. Przeciwniczka zdobyła w tym miesiącu dużo punktów do rankingu. Ja po debiucie stanąłem trochę lepiej, chociaż wydawało mi się, że miałem gorszą pozycję. Zużyłem bardzo dużo czasu doprowadzając do końcówki K+W+S+piony vs K+W+S+piony. Chciałem tę partie za wszelką cenę wygrać i wpadłem w głęboki niedoczas. W pewnym momencie spojrzałem na zegar i musiałem zagrać od ręki losowy ruch by nie przegrać na czas. Ten ruch sprawił, że pozycja mi się posypała i końcówkę przegrałem. Później widziałem, że zawodniczka miała ranking w okolicach 1700, a obecnie jest to zawodniczka z tytułem mistrza krajowego, elo w szachach klasycznych około 2150. Akurat ostatnio po 2 latach miałem okazję zremisować partie z tą zawodniczką na turnieju P'15 (tym razem remis mnie bardzo satysfakcjonował). Po porażce w turnieju klasycznym w kolejnej rundzie trafiłem na zawodnika z 1. numerem startowym, który zagrał mi gambit łotweski. Ja myślałem, że mam po prostu przewagę jakości, ale przeciwnik znalazł zwycięski plan. Będąc zły na siebie po porażce w 2. rundzie pomyślałem, że już nigdy nie zagram obrony sycylijskiej. Jednak w kolejnej partii po 1. e4 e5 przeciwnik zagrał włoską i poległem w debiucie, a grałem z III 1116. Przez chwilę nawet myślałem żeby rzucić szachy skoro tak słabo mi idzie. Kolejne 3 rundy wygrałem, choć przyznam, że dosyć szczęśliwie - w jednej partii przeciwnik nie zauważył szacha, dotknął hetmana i musiał się zasłonić, a w pozostałych dwóch miałem gorszą pozycję, ale decydowała prosta taktyka. Po turnieju w Warszawie zacząłem słabo grać, dopiero w Budapeszcie się odbudowałem gdzie wygrałem turniej.

Ostatnim turniejem, po którym miałem to wszystko rzucić był Rudnik 2015. Od tego roku II+ to był ranking PZSzach=1900, a więc ci zawodnicy zostali przeniesieni do grupy A. Miałem co prawda dopiero 8. numer startowy, ale po Budapeszcie byłem w świetnej formie, m. in. na MMM 2015 w grupie B zająłem 4. miejsce zdobywając normę na I kategorie z 8 partii. Odbiłem się też od dna (po Warszawie miałem elo 1479, w Rudniku już 1559). Wiedziałem, że na liście startowej jest około 3 zawodników na wyższym poziomie, ale liczyłem, że będąc w formie ich także wyprzedzę (nie takich wyprzedziłem w Krakowie). Dostosowałem się do rady jednego z forumowiczów, że "liczy się tylko jeden - zwycięzca". W 1. rundzie mając przewagę lekkiej podstawiłem wieżę za lekką. Nie udało mi się zrealizować przewagi, partie zremisowałem i wtedy po raz pierwszy w tym turnieju coś niedobrego zaczęło się dziać. Złamałem swoją zasadę - nie grać partii w internecie w trakcie turnieju klasycznego. Wróciłem do domu i zacząłem grać blitze na kurniku by się odstresować. Później miałem dobre kojarzenia (szedłem dołem) pokonując trzy III kategorie. W kolejnej partii trafiłem na juniorkę z niższym rankingiem. Przygotowałem się do partii i właściwie w wariancie, w którym grałem były jedyne ruchy - inne dawały przewagę czarnym. Niestety nie wystarczy wiedzieć, że pozycja jest lepsza. Nie potrafiłem zrealizować przewagi i wkrótce pozycja się popsuła. W pewnym momencie liczyłem długi wariant i stwierdziłem, że to nie ma sensu. Po ruchu wieżą na odpowiednie pole miałem przegraną pozycję. Na szczęście przeciwniczka nie zauważyła wariantu, udało się uprościć do wieżówki bez piona, którą to wieżówkę ustałem i w sumie z remisu byłem zadowolony. W 6. rundzie decydujący moment turnieju - trafiłem na zawodniczkę II 1465, którą chciałem pokonać. Akurat znałem nick na kurniku zawodniczki (grałem z nią wiele razy), więc zacząłem się przygotowywać. Wybrałem partie włoską i po debiucie uzyskałem lepszą pozycję. Do partii podszedłem bardzo lekceważąco. Chciałem pokazać jaki to ja jestem silny i jak lekką ręką to wygram. Był moment, w którym powinienem rzucić się do ataku, ale nie chciałem ryzykować, pomyślałem, że przeciwniczka zaraz coś w niedoczasie podstawi i bez wysiłku zdobędę punkt. Nagle pozycja zaczęła się komplikować - przeciwniczka zyskała kontrę, przez co z 1h07min. musiałem zużyć dużo czasu na liczenie wariantów. W pewnym momencie podstawiłem wieże i z lekkiej wygranej zrobiła się przegrana. Jedyne co mi pozostało to liczyć na niedoczas przeciwniczki i rzeczywiście dzięki taktyce uzyskałem pozycje, w której przeciwniczka zaproponowała mi remis. Od czasu podstawki wieży remis brałbym w ciemno, ale tu chciałem poszukać czy czegoś nie ma. Był tam mat w 4, którego nie widziałem (trudny mat do znalezienia). Policzyłem jednak wariant, po którym miałem zdobyć hetmana. Nie zauważyłem jednak jednego ruchu. W pozycji, którą uzyskałem miałem zejść królem ze związania, ale zacząłem liczyć czy przypadkiem nie zdobywam w inny sposób hetmana. Wydawało mi się, że doliczyłem się wariantu, niestety dopadły mnie tzw. "ślepe plamki". Król, który w mojej głowie stanął na f8 w rzeczywistości na końcu wariantu był na f7. Zostałem z wieżą i gońcem na hetmana, gońca wkrótce straciłem i przegrałem partie. Wrzuciłem później partie do silnika, byłem zaskoczony, że tam jakieś maty w 11, w 12 były. Dopiero w domu uświadomiłem sobie co ja takiego zrobiłem, miałem pozycje na poziomie IV kategorii, gdzie wystarczyło zejść z związania i zdobywałem wieże, tymczasem ja zacząłem liczyć poświęcenia. Po tej partii czułem, że wysiadłem psychicznie i mimo, że była jeszcze szansa na nagrodę kompletnie odpuściłem (m. in. nie zrealizowałem przewagi rzędu -4,00 w kolejnej rundzie, a wystarczyło prosty wariant policzyć). Zmobilizowałem się tylko na 1. partie, bo przeciwnik miał bardzo niski ranking elo i chciałem uniknąć dużych strat.

***

Po turnieju trochę ochłonąłem i postanowiłem jednak nie rezygnować, choć ciężko było mi się pogodzić z porażką w rundzie 6. Z pomocą przyszły dwie osoby. Najpierw jeden z forumowiczów analizując od strony psychologicznej zapytał co ja wtedy myślałem po tamtej porażce. Okazało się, że wszystko o czym myślałem to były negatywne rzeczy. Tymczasem na partie można było spojrzeć z nieco innej perspektywy - przeciwniczka wykazała moje największe elementarne błędy (wizualizacja). Dodatkowo zrozumiałem, że jak mam przewagę pozycyjną to muszę ją wykorzystać, inaczej zaraz się przeciwnik uaktywni i po przewadze. Z kolei jeden z zawodników uświadomił mi, że za kilka lat ta porażka nie będzie miała żadnego wpływu na moją grę. Porażki sprzed kilku lat, gdzie w "wygranych" pozycjach podstawiałem figurę teraz nie mają żadnego znaczenia.

Od tego czasu udało mi się zaakceptować porażki i zauważyłem, że mój poziom gry wzrósł, zaś nawet jeśli nie trenuję to osiągam lepsze wyniki niż w przeszłości. Jeśli przegram jakąś partię, zagram słaby turniej to staram się nie załamywać, tylko wyciągnąć wnioski z tych partii. Między innymi w Kolbuszowej dowiedziałem się, że jednak z juniorami nie warto wchodzić w ostre warianty, w których słabiej znam teorie i słabiej od nich liczę warianty. To lepiej zostawić na partie z silniejszymi zawodnikami. Oczywiście zdarzają się turnieje, w których mam już dosyć (np. Mistrzostwa Rzeszowa gdy przegrałem partie, po której wiedziałem, że straciłem szanse na normę na I kategorie), ale na ogół się nie poddaje i zdarza się, że po słabym początku odnoszę serie zwycięstw z teoretycznie słabszymi zawodnikami.

&&&

Z szachów rezygnować nie zamierzam. Dodatkową motywację daje mi fakt, że jestem też sędzią szachowym. Ponadto na turniejach można poznać wiele osób, poczuć dreszczyk emocjo w turnieju drużynowym (szczególnie AMP gdy walczymy o medal). Zapewne z czasem będę mniej grał, bo dojdzie praca, rodzina, więcej obowiązków, jednak z gry raczej nie zrezygnuje. Gram też w turniejach za granicą i dzięki szachom udało się zwiedzić kawałek Europy centralnej + Londyn. Zamierzam wziąć udział w popularnych otwartych turniejach zagranicznych - w Pardubicach już grałem, zapewne w przyszłości wybiorę się do Londynu (London Chess Classic), Wijk Aan Zee (Tata Steel) - jeśli będzie odpowiednia grupa dla mnie), (Halkidiki) i może jeśli się uda to wybiorę się na jakieś turnieje na innych kontynentach - USA, Malezja, Australia, itp.

To co u mnie się zmieniło, to przede wszystkim staram się "nie napalać" na wynik i podczas turnieju klasycznego nie wrzucać partii na forum, tylko po turnieju, żeby się nie potrzebnie nie nakręcać.
I kategoria (1650/1668/1655), I klasa sędziowska
Avatar użytkownika
rutra
 
Posty: 6511
Wiek: 24
Dołączył(a): 14 maja 2009, 13:51
Lokalizacja: Leżajsk
Podziękował : 1545 razy
Otrzymał podziękowań: 1831 razy
Ranking: 1683

Kontynuacja nauki szachów.

Postprzez Banksy » 27 kwi 2017, 07:47

Nie wiem jak to nazwać, ale mam czasem taką synestezję szachową, że sytuacje życiowe jawią mi się jak rozgrywka szachowa. :)

Od początku miałem założenie by podejść do szachów trochę jak do ćwiczeń fizycznych. Nie zastanawiam się nad karierą, a raczej nad tym jak to wpływa na mnie i na realizowaniu swoich celów w miarę dostępnych możliwości. Nie trzeba być zawodowcem, aby czerpać korzyści z szachów. Jeśli chodzi o postępy - to trzeba trochę popracować, ale nie musi to być żmudna praca, raczej chodzi konkretność i konsekwencję w działaniach.
5 rzeczy, które sprawią, że będziesz lepszy w szachach.
Trenerzy z forum: AuroraBorealis dczerw kruczy
Avatar użytkownika
Banksy
 
Posty: 176
Dołączył(a): 08 cze 2015, 16:29
Podziękował : 16 razy
Otrzymał podziękowań: 177 razy
Ranking: 0
FICS: Banksy

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez thinkerteacher » 27 kwi 2017, 09:54

Ja rezygnowałem z szachów już co najmniej kilka razy, ale doszedłem do wniosku, że lepiej będzie jak po prostu będę miał możliwość "zawieszania" i "odwieszania" szachów na dowolne okresy. Dzięki temu mam komfort związany z tym, że gdy mam zbyt dużo problemów, pracy czy też spraw na głowie... to mogę zapomnieć o szachach. Natomiast gdy w moim życiu nie ma ważnych i pilnych rzeczy, które zupełnie odciągają moją uwagę, wówczas mogę nieco zapuścić się w szachy.

Z twojego i mojego doświadczenia Arturze wynika jedno: każdy z nas miał dziesiątki "lekko wygranych partii", wiedział, że jest dużo silniejszy niż w rzeczywistości to pokazywały uzyskiwane wyniki (i rankingi) jak też każdemu z nas zdawało się, że "jak nie ten turniej (partia) to już żaden inny - nie pomoże". A teraz możemy sobie pogrywać w szachy bez niepotrzebnego spinania się, mając świadomość, że jest wielkie prawdopodobieństwo, iż nikt z nas nie będzie szachowym mistrzem... ale dzięki szachom możemy mieć radość, odskocznię od życia (problemów) czy też po prostu dzięki szachom możemy fajnie spędzać czas (przy analizie, towarzystwie innych czy też zwiedzając świat).

Mnie najtrudniej było zaakceptować porażki szachowe jako nieodłączna (i nieunikniona!) część procesu szachowego rozwoju. Obecnie mogę przegrywać z każdym i już nie sprawia to, że "znowu rezygnuję z szachów". Jedynym warunkiem jest to, abym grał na tyle przyzwoicie na ile potrafię (w danym okresie, dyspozycji dni czy też możliwości związanych z warunkami gry).

PS. Banksy - nic nie wspominasz przerwach w pracy szachowej (w pracy nad szachami). A tymczasem chodzą słuchy o tym, że wiele zawodowców pracuje często, ale krótko... i regenerują się często ucinają sobie tak zwane drzemki ;) :). Więc? :D
Jeśli komuś nie przeszkadza poziom wpisów, to zapraszam na bloga dla amatorów, fuszerów i lajkoników szachowych: http://beginnerchessimprovement.blogspot.com
Od 2015 roku w końcu definitywnie zakończyłem przygodę z szachami - please do not ask me why ;)
thinkerteacher
 
Posty: 5020
Dołączył(a): 23 sie 2011, 09:35
Podziękował : 7572 razy
Otrzymał podziękowań: 1074 razy
Ranking: 1000
FICS: NokiaTwenty

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez majsza » 27 kwi 2017, 10:28

O jakie drzemki chodzi? O takie?
Obrazek
Krytyczne myślenie to myślenie o myśleniu, podczas którego myślisz, jak myśleć lepiej.
Roy Eichhorn
Avatar użytkownika
majsza
 
Posty: 166
Dołączył(a): 11 cze 2015, 11:14
Podziękował : 26 razy
Otrzymał podziękowań: 120 razy
Ranking: 0
FICS: majsza

Re: Rezygnacja z szachow - jako porazka czy sukces?

Postprzez Banksy » 27 kwi 2017, 12:31

Hehe nie ma to jak uciąć komara na wizji. :D To chyba nie był element treningu. :P

@TT Przerwy jak najbardziej. Najlepiej, aby były strategiczne :> , niż podyktowane rezygnacją. :wall:
5 rzeczy, które sprawią, że będziesz lepszy w szachach.
Trenerzy z forum: AuroraBorealis dczerw kruczy
Avatar użytkownika
Banksy
 
Posty: 176
Dołączył(a): 08 cze 2015, 16:29
Podziękował : 16 razy
Otrzymał podziękowań: 177 razy
Ranking: 0
FICS: Banksy

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Trening szachowy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bing [Bot] i 3 gości



REKLAMA

Gdy masz problemy z matma czasami najlepszym rozwiazaniem sa Korepetycje z Matematyki
Zadania Szachowe
cron